W rozdziale jest wiele przekleństw.
Przyjechało pogotowie. Pomagają jej. Nie wiem, co robić... jak mogę jej pomóc? Jedynie chyba pomoże modlitwa, ale tak dawno tego nie robiłem, wysłucha mnie? Czym ta dziewczyna zawiniła? No czym.. to, że ja jestem złym człowiekiem nie znaczy, że ona ma cierpieć przecież... Nie wiem, co w niej jest, ale gdy ostatnio powiedziała, co sądzi o moim zachowaniu to wziąłem sobie to do serca, jak nigdy, bo co mnie obchodziło kogoś zdanie? Wystarczyło parę zdań wypłyniętych z jej ust, a ja nie zdając sobie z tego sprawy zmieniłem się... Dziwne uczucie, ale czy warto się zmieniać? Kiedyś już ktoś mnie zranił... nie chce drugi raz mieć złamanego serca.
- Ej chłopaki! Sprzęt! Ruchy, ruchy! - wykrzyczał jeden z lekarzy jednocześnie przerywając moje rozmyślenia. Ona kurwa nie może umrzeć! Nie może mi tego zrobić!
- Co się kurwa dzieje!? Mów! - krzyknąłem załamany.
- Uspokój się! Zatrzymało się bicie serca! Daj nam działać! - krzyknął facet w średnim wieku. To, co mówił nie dochodziło do mnie... Chwile ratowali ją, przynajmniej miałam takie wrażenie. Kręcili się wokół niej, krzyczeli coś do siebie.
- Jest z powrotem z nami! Dzięki Bogu!- uradował się lekarz. Te uczucie. Nie wiem, co z sobą zrobić. Da radę? Co ja mówię!? Da radę! Ma dla kogo! Ma mnie i Zacka i to wystarczy. Nie skrzywdzę jej. Nigdy.
Siedzę w poczekalni i czekam, czekaj i cholera jasna nie daję rady wytrzymać! Ile można czekać na jakąkolwiek wiadomość o jej stanie zdrowia!? No ile!? Wkurwiam się powoli i zaraz wybuchnę.
W końcu widzę lekarza- podbiegam i wypytuje, a on gdyby nigdy nic odpowiada "Tylko straciła dużo krwi" Wpierdolić mu, czy co? To nie jest byle, co! Mogła się wykrwawić, albo coś. Zacisnąłem pięść, aby nic pochopnego nie zrobić.
-Mogę do niej wejść? -zapytałem, jak na razie spokojnie. Pomyślał i pokiwał ledwo głową obserwując go.
Ominąłem go i weszłem do sali. Boże. Wszędzie kable przeróżne. Leżała, jakby jej tu już z nami nie było Co ja wygaduje!? Jest z nami i będzie! Nie myśl tak kretynie! Usiadłem na krzesło, które stało koło okna. Było otwarte, słychać było dźwięk karetek na sygnale. Przerażało mnie to, nie wiem czemu. Wziąłem rękę Amandy popatrzyłem na jej twarz. Była sina, ale to nie o to chodzi, a o niewinny wyraz twarzy. Taka była.
Proszę.. uratuj jej życie, niech przeżyje. Zasłużyła na to tym ciągłym cierpieniem. Jest tak młoda, a tyle przeżyła.
Minęło trzy dni od kąt jest w szpitalu. Na szczęście już się obudziła, ale jest bardzo słaba. Na razie mało kogo poinformowałem o jej pobycie tu, bo nie chciała, aby ktoś się dowiedział. Godzina odwiedzin jest od ósmej i od tej godzinie pojawiłem się tu. Zapukałem do pokoju Amandy i weszłem. Leżała odwrócona do okna. Nawet nie spojrzała kto wszedł...Znów zaczyna się to, co było- depresja.
- Hej mała. -Usiadłem na krześle, gdzie zwykle.
- Cześć.- odpowiedziała cicho.
- Jak się czujesz?- zapytałem przejęty lekko.
- Przepraszam. Przepraszam, że to zrobiłam.- w pierwszej chwili nie wiedziałam, co ona mówi...
- Cii. Nie masz za skarbie. Uspokój się. Chcesz o tym porozmawiać? Może będzie Ci lepiej.- szepnąłem jej do ucha pocierając plecy.
- Nie. Proszę Cię o jedno... Nie rozmawiajmy o tym. Nigdy. - powiedziała szlochając.
- Okej, muszę lecieć załatwić pewną sprawę. Widzimy się jutro, trzymaj się.
Wyszedłem kierując się w stronę wielkich szklanych drzwi, aż mało się nie wywaliłem się. Zobaczyłem kogo? Kurwa Alexa, czego on przyszedł tu. Nigdy go nie lubiłem, ale za to przyjaźniłem się z jego siostrą. On mnie lubił choć zawsze byłem dla niego cholernie nie miły, a może to złudzenie? Zawsze był cichy, nie umiał walczyć o swoje.
- Czego tu przylazłeś idioto?! Nie wiesz, że ma narzeczonego!?- krzyknąłem dając do zrozumienia, to co chciałem już od dawna powiedzieć.Wkurwia mnie ten człowiek.
- Odnoś się dalej tak do wszystkich, a Amanda odejdzie od Ciebie! Myślisz, że jest nie zastąpiony? Muszę Cię zmartwić. Wszyscy są lepsi od Ciebie, a teraz sorry nie będę z Tobą rozmawiał. Nie przyszłem do Ciebie,a do TWOJEJ narzeczonej, a nie możesz jej zabronić kontaktów ze mną. Jeżeli ona będzie tego chciała to okej. Wystarczy jej parę słów typu wynoś się z mojego życia, a mnie więcej nie zobaczycie. - jestem w szoku. W dużym szoku. Nie zdążyłem nic powiedzieć, a go już nie było.
*Z perspektywy Amandy*
Justin się na prawdę stara się zmienić. Doceniam to i to bardzo. Zawsze go nie lubiłam,a teraz powoli zmieniam sobie o nim zdanie, żeby było idealnie musi potrwać trochę czasu. Mam nadzieję, że nie będę musiała nigdy już cierpieć przez niego. Incydent, który ostatnio zdarzył się to był nie wypał. Szkoda, że Justin tam mnie znalazł, chcę umrzeć. Nie chcę zostawiać Zacka samego na świecie, ale ma dziadka, ojca gdziekolwiek, ale ma. Właściwie sam nie zostanie.
Siedząc tak z Alexem czuję się wspaniale, nie wspomina on o tym wszystkim, co się wydarzyło, a rozmawia ze mną gdyby nigdy nic i za to mu dziękuje. Czuję się przy nim świetnie. W końcu się uśmiecham, a dawno już tego nie robiłam tak szczerze. Brakowało mi tego, jak i Johna, który nie daje o sobie znaku życia...
- Dziękuje, ze jesteś przy mnie- podniosłam się i dałam buziaka w policzek chłopakowi, który jest bardzo przystojny. Wcześniej tego nie zauważałam.
- Nie masz za co dziękować. To dla mnie jest miło, że chcesz z takim gościem, jak ja rozmawiać. - zaśmiał się, a ja razem z nim.
- Wiesz... jutro jadę do kliniki. Mają zamiar mi pomóc dojść do siebie. Boję się, na prawdę boję się tam jechać Alex... - powiedziałam cicho.
- Ejj mała, będzie okej. Innej opcji nie ma. - ucałował mnie po tych słowach w głowę.
* Tydzień po powrocie do domu*
Czuję się wspaniale, gdy wróciłam z klinki. Jestem pełna energii, szczęśliwa. Zack jest już taki duży, rośnie i to bardzo szybko, a Justin jest świetnym facetem. Myliłam się, co do niego. Właściwie teraz moje życie jest idealne.
- Amanda lecę już do pracy, wrócę późno. Zamierzam iść z kumplem na miasto.- powiedział z szerokim uśmiechem.
- Okej. Miłego dnia- uśmiechnęłam się i dałam mu buziaka w policzek, na co on tylko puścił do mnie oczko i wyszedł.. Aww słodki.
Ubrałam się i poszłam ubrać Zacka i wyszłam z nim na spacer, miałam spotkać się z Alexem i Kim, bo przyjechali do Los Angeles. Dobrze, że mieszkamy w jednym mieście. Tęskniłam za nimi.
*Godzina 23:07*
Oglądałam jeden z moich ulubionych seriali, aż ktoś mi przerwał wchodząc z wielkim hukiem do domu, aż się przestraszyłam. Na szczęście to tylko Bieber.
-Hej. Myślałam, że później przyjedziesz.- uśmiechnęłam się, choć czułam od niego alkohol, a tego nie lubię.
- Ta kurwa, bo co chciałaś sobie sprowadzić kogoś do domu!? A może już ten ktoś wyszedł hyh? Zmarnowałaś ostatnio mój czas, zajmowałem się Twoim dzieciakiem zamiast ostro balować. Niszczysz mnie KRETYNKO! - krzyknął i UDERZYŁ W TWARZ....
No witam! :D Jest rozdział, jestem z siebie dumna, że ostatnio tak szybko dodaje rozdziały.
Mam nadzieję, że wam się spodoba i każdy skomentuje :*
Dziękuje wszystkim, którzy są tu ze mną♥ Teraz rozdział pojawi się jakoś na początku stycznia, bo teraz dużo przygotowań do świąt, potem święta, sylwester bym się nie wyrobiła.
Tak więc od razu składam wam życzenia:
Wesołych świąt, abyście je spędzili radośnie w gronie rodziny oraz szczęśliwego nowego roku, aby rok 2015 rok był o wiele wiele lepszy bez żadnych smutków, zmartwień.
Do zobaczenia w następnym roku♥
sobota, 20 grudnia 2014
sobota, 13 grudnia 2014
Rozdział 9 Przesadziłeś!...
- No to ja może już będę wychodził. Późno się zrobiło. Cześć.- kierował się do wyjścia speszony chłopak.
- No chyba już czas...- co Biebera do jasnej cholery napadło! Zostałam z nim sama.
- Normalny Ty jesteś!? Chłopak odprowadza mnie do domu, żeby nic mi się nie stało, martwi się o mnie, a Ty co!? Zachowujesz się, jak frajer! - krzyknęłam poirytowana jego zachowaniem.
- A Ty lepsza jesteś?! Nie ma nikogo w domu, a Ty już sobie kogoś do domu sprowadzasz! Czego mógłbym się spodziewać po dziwce...Pamiętaj, że podpisywałaś umowę, w której jest wyraźnie podkreślone, że nie masz prawa być z kimś innym, pieprzyć się z nim ani kręcić z innymi!- powiedział wkurzony, a mi zbierały się łzy w oczach...
- Przesadziłeś!...Wiem czego nie robić! Nic złego nie robiłam, jesteś największym błędem w moim życiu! Nie dość, że pracowałam u Ciebie to jeszcze zmusiłeś mnie do tego cholernego układu! Myśl zanim coś do kogoś powiesz, bo nie każdy ma stalową psychikę. To, że jesteś zwykłym idiotą, który nie ma szacunku do kobiet to wiem, przekonałam się, ale to właśnie Ty powinieneś czuć się okropnie, że traktujesz tak kobiety! Po pierwsze nie powinno się bić kobiet, poniżać ich, obrażać i wiele innych, a Ty dowartościowujesz się tym właśnie. Pamiętaj odwróci się to wobec Ciebie i nie będzie już tak kolorowo! Przesadzasz czasami, a nawet bardzo często...tylko szkoda, że przez takiego idiotę płaczę...- pobiegłam do swojej sypialni nawet nie zaszczycając go swoim wzrokiem.
Ostatnie dni uświadomiły mi, że lepiej się czuje. Nie jestem już w takim stanie jak wcześniej, ale tez nie jest znakomicie. Dalej czuję się źle z tym, co zrobiłam, ale pogodziłam się z tym. Została tylko sprawa z Bieberem. Po pójściu w stronę sypialni poszłam jeszcze wziąć prysznic i poszłam spać. Wstałam dwie godziny temu, ale boje się zejść na dół do kuchni, czy do salonu. Wiem, że on tam jest, a nie chce go widzieć. Wczoraj pod wpływem emocji powiedziałam to, co myślałam tylko, że zbyt ostro. Nie wiem ,co on na to... W nocy nie miał nawet czasu zareagować, bo wybiegłam, a dziś? Może zrobić wszystko, dlatego się boje. Boje się, że mnie uderzy, zwyzywa, zabije lub zrobi coś mojemu synowi. Wszystko się psuje, czy ja kiedyś wyjdę na prosto? Będzie kiedyś idealnie? Będę szczęśliwa? .Kiedy te piekło się skończy?
Powinnam pokazać mu, że nie obchodzi mnie do czego się posunie. Wyszłam z sypialni w tym, co spałam, czyli w koszulce zakrywającą ledwo tyłek. Skierowałam się w stronę kuchni no i niestety on tam był. Gdyby nigdy nic ominęłam go i zaczęłam przyrządzać śniadanie. Justin popatrzył się na mnie zszokowany moim zachowaniem, jak i zapewne ubiorem. Gdy przygotowałam już śniadanie usiadłam wygodnie do stołu i zaczęłam spożywać posiłek. Szatyn usiadł na przeciwko mnie i wpatrywał się we mnie. Udawałam, że nie zauważam go, ale nie on musiał zwrócić na siebie uwagę. Odchrząknął dość głośno. Popatrzyłam się na niego pytająco.
- Nie uważasz, że musimy coś przedyskutować? - powiedział poważnie.
- Ym.. nie, a powinniśmy? - uśmiechnęłam się sztucznie.
- No raczej. Nie udawaj kurwa głupiej, musimy pogadać. Nasz układ potrwa jeszcze długo, a przez ten czas powinniśmy się dogadywać. Jeżeli mamy do siebie coś to mamy to od razu obgadać, a nie tak, jak Ty po pijaku dopiero. - Huhu, poważnie dla kolegi zachciało się rozmawiać.
- Zacznijmy od tego, że nie byłam pijana. To, co miałam Ci do powodzenia powiedziałam wczoraj, wszystko było na poważnie. Chyba to zauważyłeś, choć wiesz, co? Wątpię, bo taki typ, jak Ty coś zrozumie. - Okej, chce wyjaśniać wszystko...niech ma.
- Ostro zaczynasz, ale okej. Mam do Ciebie pytanie, a mianowicie: czemu ja jeszcze nie usłyszałem z Twoich ust przekleństwa? A jeżeli już to nawet tego nie pamiętam? Za każdym razem kiedy Cię obrażałem, poniżałem, użyłem przemocy Ty nic nie zrobiłaś? - powiedział widocznie zaciekawiony.
- Ja nie przeklinam, a jeżeli już to bardzo rzadko. Po co miałabym się wysilać i przeklinać na Ciebie? Jeżeli Ty i tak tego do siebie nie weźmiesz? Sam się przyznałeś do tego, co robisz, jak zachowujesz się wobec kobiet, więc czemu tego nie zmienisz? Spróbuj choć przez miesiąc zachowywać się, jak prawdziwy mężczyzna, który ma szacunek do siebie i do innych. Zobacz, jak to jest.- mu trzeba wszystko uświadamiać jest, jak mały zagubiony chłopczyk.
- Jestem taki już po prostu. Dużo przeżyłem, otoczenie mnie zmieniło, co prawda umiem być opiekuńczy, martwić się o kogoś, ale bardzo rzadko, a jeżeli już to staram się tego nie pokazywać. Jeżeli taki, jaki jestem bym nie był to nikt by się mnie nie bał, a wtedy to bym się nie dorobił tego, co mam. Kocham władzę nad innymi i to się nie zmieni. Umówmy się, że tak, jak długo będę potrafił będę zachowywał się normalnie, ale też Ty nie prowokuj mnie. Nie sprowadzaj sobie do domu innych kolesi. Dziewczyno każdy ma uważać, że jestem o Ciebie zazdrosny, kocham Cię, a jeżeli będziesz z innymi flirtować to pomyślą sobie bóg wie, co o Tobie, Plus, że nie jesteś wierna. W takim razie przepraszam Cię za to wszystko od kąt spotkaliśmy się.- O proszę otworzył się trochę przede mną.
- Spróbuje zapomnieć o tym wszystkim, choć jak sam powinieneś się domyśleć nie jest to łatwe. Cieszę się, że to sobie wyjaśniliśmy. Opowiesz mi, o się stało w przeszłości, że tak się zachowujesz?- zapytałam ciekawa.
- Nie... to za wcześnie. Kiedyś Ci opowiem, mam nadzieję, że Ty mi też coś kiedyś opowiesz o sobie.- uśmiechnął się. Przyznam bez bicia, że takiego Justina bardzo lubię.
- Rozumiem, jasne. -uśmiechnęłam się szczerze, jak nigdy przy nim.
*Miesiąc później*
Nigdy nie spodziewałam się, że Bieber tak się zmieni. Normalnie gadamy, jak znajomi, żadnego upokarzania, ani nic, jakby inny człowiek. Akurat z tą sprawą jest okej, ogólnie wszystko się układa. Możne nadal mieszkam tu gdzie mieszkałam, rzadko widzę Justina i Zacka, ale jest dobrze. Nawet chciałam wracać, ale chłopak nie pozwolił. Chciał, abym jeszcze odpoczęła i doszła do siebie. Trochę się pokłóciliśmy o to, ale rozumiem go. Dzieckiem zajmuje się on w wolnym czasie, a jeżeli jest zajęty to niania. Radzi sobie i jestem w szoku, skąd on wie, jak zajmować się dziećmi? Muszę go zapytać.
Znów dopada mnie te cholerne poczucie winy, było dobrze... Właśnie BYŁO. Wczoraj wieczorem oglądałam film z tematyką taką, jak zdarzyła się w moim życiu... No i zaczęło się. Tyle, że teraz z większą siłą. Płaczę całymi nocami, gdy szatyn dzwoni udaję, że wszystko jest okej, ale to tylko złudzenie.
Weszłam do wanny gorącej wody już naga i leżałam, myślałam, aż spojrzałam w jedno miejsce. Wiedziałam, co muszę zrobić. Wstałam i wyszłam z wanny, wzięłam kartkę papieru i długopis i weszłam z powrotem do wanny.
* Z perspektywy Justina*
Dzwonię do Amandy i dzwonie. Nie odbiera. Denerwuję się już... Musiało się coś stać. Zadzwoniłem do niańki Zacka i pojechałem jak najszybciej do niej. Jadąc tam popełniłem pełno zakazów, ale co tam. To było o wiele ważniejsze, nie wiem od kiedy zrobiłem się taki, ale ona mnie zmienia, zmienia mnie bardzo szybko. Podczas drogi dzwoniłem do niej non stoo i nic...
Dojechałem w końcu. Pukałem w drzwi, szarpałem za klamkę- nikt nie otwierał, drzwi były zamknięte. Wkurzyłem się i wyważyłem drzwi iż nie miałem zapasowych kluczy. Wbiegłem do mieszkania. Rozglądałem się, nigdzie jej nie było. W salonie, kuchni, sypialni- NIGDZIE! Wbiegłem do łazienki, a ona tam była. W wannie pełnej krwi.
Nie wiedziałem, co robić. Łzy ciekły mi z oczu, jak oszalałe. Sprawdziłem puls- żyła! Wyjąłem telefon i zadzwoniłem na pogotowie. Poinformowałem ich o wszystkich. Odpowiedzieli, że zaraz będą.
Zobaczyłem na podłodze kartkę papieru. Podniosłem ją i zaczęłam czytać.
JUSTINIE...
Przepraszam. Nie miałam już siły, nie miałam siły już żyć z tym cholernym poczuciem winy.
Zabiłam kogoś... kto żył pod moim sercem. Był kimś ważnym. Może gdyby dorosną niósłby szczęście innym? Pomagałby chorym? Byłby kimś potrzebnym.. Aa ja to zabiłam. Ty nie powinieneś się obwiniać, ty mi pomogłeś z pozbieraniem się, lecz to wróciło do mnie. Zawsze by wracało, a ja bym nie dawała rady... Wiem, że nie powinnam. Wiem, że zmieniłeś się dla mnie, zaopiekowałeś się moim kochanym synem. Dziękuje Ci z całego serca. Proszę Cię, abyś zapewnił mu należytą opiekę. Niech wie, że go kochałam i kocham. Po prostu nie mogę być z wami, ale pamiętaj zawszę będę z wami duchem. Jeżeli nie mogę czuwać nad wami tu, na pewno będę tam na górze, w niebie. Nie płaczcie za mną, beze mnie będzie o wiele lepiej. Mam nadzieję, że was nie zawiodłam nigdy... Poddałam się, bo miałam za słabą psychikę, ale wy nie poddacie się WY DACIE RADĘ. Piszę to przez łzy, ale cholernie głupie byłoby się nie pożegnać, a tak... niech ten list będzie pożegnaniem.
ŻEGNAJCIE... PAMIĘTAJCIE JEDNO KOCHAM WAS I NIE ZAPOMNĘ WAS...
Wasza Amanda ♥
Co ona zrobiła? Jak mogła? Powinna być tu z nami...Jak nigdy zaniosłem się płaczem.. już nawet ja nie potrafię tłumić w sobie tych cholernych uczuć. Zrobiła to przeze mnie i to wiem na pewno. Gdyby mnie nie poznała byłaby szczęśliwa. Zmarnowałem jej życie. Boże proszę uratuj ją!
- Amando! Błagam Cię! Nie umieraj!
Niespodzianka! Rozdział, jak nigdy po tygodniu dodaję ♥
W Grudniu dodam jeszcze jeden rozdział lub dwa, to taki prezent na święta :D
Kochani trochę się zaczęło dziać... jak pisałam ten rozdział czasami miałam łzy w oczach. Mam nadzieję, że was zaskoczyłam. :***
Czekam na wasze KOMENTARZE :)
- Nie uważasz, że musimy coś przedyskutować? - powiedział poważnie.
- Ym.. nie, a powinniśmy? - uśmiechnęłam się sztucznie.
- No raczej. Nie udawaj kurwa głupiej, musimy pogadać. Nasz układ potrwa jeszcze długo, a przez ten czas powinniśmy się dogadywać. Jeżeli mamy do siebie coś to mamy to od razu obgadać, a nie tak, jak Ty po pijaku dopiero. - Huhu, poważnie dla kolegi zachciało się rozmawiać.
- Zacznijmy od tego, że nie byłam pijana. To, co miałam Ci do powodzenia powiedziałam wczoraj, wszystko było na poważnie. Chyba to zauważyłeś, choć wiesz, co? Wątpię, bo taki typ, jak Ty coś zrozumie. - Okej, chce wyjaśniać wszystko...niech ma.
- Ostro zaczynasz, ale okej. Mam do Ciebie pytanie, a mianowicie: czemu ja jeszcze nie usłyszałem z Twoich ust przekleństwa? A jeżeli już to nawet tego nie pamiętam? Za każdym razem kiedy Cię obrażałem, poniżałem, użyłem przemocy Ty nic nie zrobiłaś? - powiedział widocznie zaciekawiony.
- Ja nie przeklinam, a jeżeli już to bardzo rzadko. Po co miałabym się wysilać i przeklinać na Ciebie? Jeżeli Ty i tak tego do siebie nie weźmiesz? Sam się przyznałeś do tego, co robisz, jak zachowujesz się wobec kobiet, więc czemu tego nie zmienisz? Spróbuj choć przez miesiąc zachowywać się, jak prawdziwy mężczyzna, który ma szacunek do siebie i do innych. Zobacz, jak to jest.- mu trzeba wszystko uświadamiać jest, jak mały zagubiony chłopczyk.
- Jestem taki już po prostu. Dużo przeżyłem, otoczenie mnie zmieniło, co prawda umiem być opiekuńczy, martwić się o kogoś, ale bardzo rzadko, a jeżeli już to staram się tego nie pokazywać. Jeżeli taki, jaki jestem bym nie był to nikt by się mnie nie bał, a wtedy to bym się nie dorobił tego, co mam. Kocham władzę nad innymi i to się nie zmieni. Umówmy się, że tak, jak długo będę potrafił będę zachowywał się normalnie, ale też Ty nie prowokuj mnie. Nie sprowadzaj sobie do domu innych kolesi. Dziewczyno każdy ma uważać, że jestem o Ciebie zazdrosny, kocham Cię, a jeżeli będziesz z innymi flirtować to pomyślą sobie bóg wie, co o Tobie, Plus, że nie jesteś wierna. W takim razie przepraszam Cię za to wszystko od kąt spotkaliśmy się.- O proszę otworzył się trochę przede mną.
- Spróbuje zapomnieć o tym wszystkim, choć jak sam powinieneś się domyśleć nie jest to łatwe. Cieszę się, że to sobie wyjaśniliśmy. Opowiesz mi, o się stało w przeszłości, że tak się zachowujesz?- zapytałam ciekawa.
- Nie... to za wcześnie. Kiedyś Ci opowiem, mam nadzieję, że Ty mi też coś kiedyś opowiesz o sobie.- uśmiechnął się. Przyznam bez bicia, że takiego Justina bardzo lubię.
- Rozumiem, jasne. -uśmiechnęłam się szczerze, jak nigdy przy nim.
*Miesiąc później*
Nigdy nie spodziewałam się, że Bieber tak się zmieni. Normalnie gadamy, jak znajomi, żadnego upokarzania, ani nic, jakby inny człowiek. Akurat z tą sprawą jest okej, ogólnie wszystko się układa. Możne nadal mieszkam tu gdzie mieszkałam, rzadko widzę Justina i Zacka, ale jest dobrze. Nawet chciałam wracać, ale chłopak nie pozwolił. Chciał, abym jeszcze odpoczęła i doszła do siebie. Trochę się pokłóciliśmy o to, ale rozumiem go. Dzieckiem zajmuje się on w wolnym czasie, a jeżeli jest zajęty to niania. Radzi sobie i jestem w szoku, skąd on wie, jak zajmować się dziećmi? Muszę go zapytać.
Znów dopada mnie te cholerne poczucie winy, było dobrze... Właśnie BYŁO. Wczoraj wieczorem oglądałam film z tematyką taką, jak zdarzyła się w moim życiu... No i zaczęło się. Tyle, że teraz z większą siłą. Płaczę całymi nocami, gdy szatyn dzwoni udaję, że wszystko jest okej, ale to tylko złudzenie.
Weszłam do wanny gorącej wody już naga i leżałam, myślałam, aż spojrzałam w jedno miejsce. Wiedziałam, co muszę zrobić. Wstałam i wyszłam z wanny, wzięłam kartkę papieru i długopis i weszłam z powrotem do wanny.
* Z perspektywy Justina*
Dzwonię do Amandy i dzwonie. Nie odbiera. Denerwuję się już... Musiało się coś stać. Zadzwoniłem do niańki Zacka i pojechałem jak najszybciej do niej. Jadąc tam popełniłem pełno zakazów, ale co tam. To było o wiele ważniejsze, nie wiem od kiedy zrobiłem się taki, ale ona mnie zmienia, zmienia mnie bardzo szybko. Podczas drogi dzwoniłem do niej non stoo i nic...
Dojechałem w końcu. Pukałem w drzwi, szarpałem za klamkę- nikt nie otwierał, drzwi były zamknięte. Wkurzyłem się i wyważyłem drzwi iż nie miałem zapasowych kluczy. Wbiegłem do mieszkania. Rozglądałem się, nigdzie jej nie było. W salonie, kuchni, sypialni- NIGDZIE! Wbiegłem do łazienki, a ona tam była. W wannie pełnej krwi.
Nie wiedziałem, co robić. Łzy ciekły mi z oczu, jak oszalałe. Sprawdziłem puls- żyła! Wyjąłem telefon i zadzwoniłem na pogotowie. Poinformowałem ich o wszystkich. Odpowiedzieli, że zaraz będą.
Zobaczyłem na podłodze kartkę papieru. Podniosłem ją i zaczęłam czytać.
JUSTINIE...
Przepraszam. Nie miałam już siły, nie miałam siły już żyć z tym cholernym poczuciem winy.
Zabiłam kogoś... kto żył pod moim sercem. Był kimś ważnym. Może gdyby dorosną niósłby szczęście innym? Pomagałby chorym? Byłby kimś potrzebnym.. Aa ja to zabiłam. Ty nie powinieneś się obwiniać, ty mi pomogłeś z pozbieraniem się, lecz to wróciło do mnie. Zawsze by wracało, a ja bym nie dawała rady... Wiem, że nie powinnam. Wiem, że zmieniłeś się dla mnie, zaopiekowałeś się moim kochanym synem. Dziękuje Ci z całego serca. Proszę Cię, abyś zapewnił mu należytą opiekę. Niech wie, że go kochałam i kocham. Po prostu nie mogę być z wami, ale pamiętaj zawszę będę z wami duchem. Jeżeli nie mogę czuwać nad wami tu, na pewno będę tam na górze, w niebie. Nie płaczcie za mną, beze mnie będzie o wiele lepiej. Mam nadzieję, że was nie zawiodłam nigdy... Poddałam się, bo miałam za słabą psychikę, ale wy nie poddacie się WY DACIE RADĘ. Piszę to przez łzy, ale cholernie głupie byłoby się nie pożegnać, a tak... niech ten list będzie pożegnaniem.
ŻEGNAJCIE... PAMIĘTAJCIE JEDNO KOCHAM WAS I NIE ZAPOMNĘ WAS...
Wasza Amanda ♥
Co ona zrobiła? Jak mogła? Powinna być tu z nami...Jak nigdy zaniosłem się płaczem.. już nawet ja nie potrafię tłumić w sobie tych cholernych uczuć. Zrobiła to przeze mnie i to wiem na pewno. Gdyby mnie nie poznała byłaby szczęśliwa. Zmarnowałem jej życie. Boże proszę uratuj ją!
- Amando! Błagam Cię! Nie umieraj!
Niespodzianka! Rozdział, jak nigdy po tygodniu dodaję ♥
W Grudniu dodam jeszcze jeden rozdział lub dwa, to taki prezent na święta :D
Kochani trochę się zaczęło dziać... jak pisałam ten rozdział czasami miałam łzy w oczach. Mam nadzieję, że was zaskoczyłam. :***
Czekam na wasze KOMENTARZE :)
Dziękować powinniście Grey Angel♥
Ona mnie mega motywuje.Dziękuję!♡
niedziela, 7 grudnia 2014
Rozdział 8 "Czy on ze mną flirtuje?"
Mija dzień po dniu, a ja mam wrażenie, jakby jeden dzień dłużył się i nigdy się nie kończył. Chciałam po prostu żyć, jak wcześniej, ale nie potrafiłam... całe moje myśli zaprzątała myśl, że jestem morderczynią. Odsunęłam się od wszystkich, jak najdalej potrafiłam. Synem zajmuje się Justin, wie że nie jestem w stanie się nim zajmować. Nie rozmawiam praktycznie z nikim, nie mam po prostu siły. Od tego nieszczęsnego dnia minęło 3 tygodnie, a ja stoję w miejscu...
*Z perspektywy Justina*
Nie mogę już do jasnej cholery patrzeć, jak Amanda cierpi. Słyszę, jak całymi nocami płacze. Z jednej strony przykro mi, że się załamała, a z drugiej nie umawiałem się na pilnowanie czyjegoś dzieciaka. To wszystko jest nie po mojej myśli, jeszcze chwile spróbuje to przemilczeć, ale potem nie będę już taki miły, pomocny. To wszystko ciągnie się tygodniami, dziś zaproponuje coś dziewczynie, mam nadzieję, że się zgodzi, bo myślę, że ten pomysł pomógłby jej wrócić do normalności.
Podeszłem do drzwi sypialni i zapukałem, ale nie usłyszałem żadnego słowa, więc weszłem do środka. Dziewiętnastolatka leżałam przykryta kordłą po samą głowę. Usiadłem na skraju łóżka i odkryłem jej twarz, aby zobaczyć, czy śpi. Zobaczyłem twarz pełną smutku, oczy czerwone od płaczu, jednym słowem wyglądała TRAGICZNIE. Mógłbym ją non stop pocieszać, ale nie mam już siły udawać takiego troskliwego faceta, bo aż mi się rzygać chcę od tego wszystkiego.
- Jak tam? -zapytałem pewnie i co usłyszałem? Cisze kurwa.
- Dziewczyno, weź się w końcu w garść! Ile będziesz się nad sobą użalać? Rozumiem pewne sprawy! Popełniłaś błąd, do którego ja Cię namówiłem i nie dajesz sobie z tym rady, ale do jasnej cholery życie toczy się dalej! Nie obchodzi mnie, co teraz powiesz, albo i nic nie powiesz, ale za parę dni wyjeżdżamy na jakiś czas za miasto i tam odpoczniesz. Zostaniesz tam i odpoczniesz NASTĘPNIE po pewnym czasie pojadę tam do Ciebie i pomogę Ci dojść do siebie i nie ma ALE jeżeli sama się nie spakujesz to sam Cię spakuje.
*Dwa dni później*
-Amanda! Kurwa no chodź! Ile mam na Ciebie czekać? -krzyknąłem,kiedy zobaczyłem ze dziewczyna strasznie wolno idzie w moja stronę.
-Czego się drzesz? Słyszę przecież.- powiedziała szeptem. Przemilczałem to i wyszedłem z nią i jej synem z domu, kierując się w stronę samochodu. Gdy doszliśmy do niego umieściłem malca w foteliku na tylnich siedzeniach, a sam ruszyłem na miejscu kierowcy, jak każdy z nas zajął miejsce ruszyłem we właściwą stronę.
Jesteśmy na miejscu już kilka godzin. Kurde no mam nadzieję, że to pomoże, bo chciałbym już rozpocząć ten mój plan. Dziś wyjadę z tego miejsca z Zackiem i zostawię ją tu samą, aby sama uporała się z tym wszystkim. Kiedyś mieszkała tu moja babcia, lecz potem się przeprowadziła do małego miasteczka. Przepisała na mnie ten dom z tarasem i czasem tu przyjeżdżam. Znam tu wiele osób, bo właściwie tu spędziłem większość dzieciństwa. Parę dni temu zadzwoniłem do kilku osób, żeby pomogli Amandzie wyjść z depresji.
- Dziś już zostaniesz sama przyjadę do Ciebie za jakiś czas, a przez ten czas uporządkuj swoje myśli, jak przyjadę masz już dojść do siebie, nie będę marnował na Ciebie czasu, przez parę dni ja się zajmę Zackiem, a potem jego była opiekunka, już zająłem się tym. Trzymaj się. - wyszedłem i odjechałem, bo nie miałem patrzeć na jej mordę.
*Z perspektywy Amandy*
Wkurza mnie już Bieber. Wpiernicza mi się w życie, a ja nie mam siły na tłumaczenie każdemu co się ze mnie dzieje, bo sama nie wiem. Musze otworzyć się powrotem na innych tak jak to było nie dawno.
Zostałam tu sama...w końcu. Tak naprawdę to chyba nie umiem sobie poradzić z tym wszystkim. Gdyby był tu John to by było inaczej. On by mi pomógł i to by się inaczej skończyło ale nie! On się zaszył gdzieś i nie daje znaku życia! Czuje się również źle z powodu ze nie potrafię cieszyć życiem i synem, który zawsze dawał mi bardzo dużo szczęścia.
Postanowiłam wyjść na spacer, aby w końcu się przewietrzyć bo ile można siedzieć w domu? Przynajmniej ja nie potrafię.
Ubrałam się bardzo ciepło i wyszłam na zewnątrz.
Te miejsce jest śliczne. Do tego wszędzie jest cisza i spokój. Przemierzałam przez rożne uliczki aż w końcu ktoś krzyknął:
-Amanda!? Amanda, to Ty? -krzyknęła jakaś dziewczyna o czerwonych włosach. Było widać ze nie jest z tym okolic, tyle ze i tak jej nie znałam. Odwróciłam się i spojrzałam pytająco.
-Hej jestem Kim, znajoma Justina. Mówił mi ze przyjeżdżasz i pokazał mi Twoje zdjęcie. No powiem Ci ze nie spodziewałam się że Bieber się zakocha a do tego jeszcze zaręczy się. Gratulacje!- boże jaka gaduła. Właściwie już ja lubię. Jest pozytywna osoba. Tylko co ja.mam powiedzieć? Potwierdzić to co powiedziała?
-Em milo mi. Dziękuję, no dużo osób to zaskakuje, no ale życie jest nieprzewidywalne-nie cierpię kłamać.
-Choć do mnie porozmawiamy, bardziej się poznamy. -uśmiechnęła się szczerze.
-Dzięki za propozycje ale nie mam czasu, muszę się jeszcze rozpakować. Może innym razem-odpowiedziałam z uśmiechem.
- Ym no okej ale obiecaj ze się spotkamy jeszcze? -zachichotała.
- Obiecuje. Pa.- pożegnałam się i odeszłam.
Jestem tu już od dwóch dni i cieszę się z tego spokoju. Dziś przychodzi do mnie Kim, obiecałam jej, więc dotrzymuje słowa. W każdym razie jest w porządku i zamierzam z nią dogadać się, potrzebuje ludzi w swoim środowisku, aby dojść do siebie, a chce tego. W tym domu czuje się dziwnie, bo jest to dom Biebera, ale z każdym dniem czuje się coraz lepiej i psychicznie i fizycznie, wiec wszystko działa na mnie, jak najlepiej. Rozmyślając o tym wszystkim przerwał mi dźwięk dzwonka do drzwi. Podeszłam szybkim krokiem do drzwi i je otworzyłam.
-Hej lasia! -Wykrzyczała czerwono włosa, aż się zaśmiałam. Choć trochę się zdziwiłam widząc obok niej jakąś nieznajomą dziewczynę.
-Hej Kim, wchodźcie - uśmiechnęłam się lekko wpuszczając ich do środka, a może by przedstawiła mnie tej dziewczynie?
- Oo! Bym zapomniała, to jest Nadia, przeszła przez to co Ty, chciałabym was zostawić na chwile, abyście pogadały. -powiedziała Kim już poważnie.
-Cześć Amanda- powiedziała pewnie Nadia, widać, że jest starsza ode mnie.
-Nie chce z nikim o tym rozmawiać! To moje życie, a to, co się wydarzyło w nim nie powinno ludzi interesować! -wkurzyłam się już...
-Stop! To, że ktoś chce Ci pomóc to dobrze, gorzej byłoby, gdyby nikt nie chciała, wiec nie udzielaj się. -krzyknęła Kim.
-Okej... mogę porozmawiać.
Siedziałam tu z Nadią, jest nawet okej dziewczyną, trochę przeszła w życiu, jak ja. Jest lekko ode mnie starsza, bo ma dwadzieścia sześć lat, ale i wiele przeszła. Opowiedziała mi swoją historię. Gdy była trochę młodsza ode mnie usunęła ciąże, bo akurat uciekła z domu do swojego chłopaka, który wkrótce uciekł od niej, gdy się dowiedział o ciąży, nie mogła tego dziecka urodzić, bo nie miała środków do życia. Załamała się, miała próby samobójcze, lecz za każdym razem ją uratowano. Była w specjalnym ośrodku i pomogli jej dojść do siebie, musiała tam szukać pomocy, bo nikt inny się nie zainteresował, w porównaniu z nią ja mam komu. Ludzie próbują mi pomóc, a ja to odtrącam. Teraz sobie życie ułożyła, ma męża, lecz nie ma dzieci, bo kiedy usuwali ciąże uszkodzili jej coś i nie może mieć dzieci. Ja miałam przynajmniej zabieg w klinice o świetnych warunkach, a ona odwrotnie.
-No i tyle z mojej historii, więc spróbuj wrócić do codzienności, to na prawdę pomaga. Jeżeli będziesz miała jakieś pytania, a może teraz masz to normalnie mi je zadaj. No i laska nie użalaj się nad sobą! Wyglądasz tragicznie, weź coś zrób ze sobą.-zaśmiała się i przewróciła oczami, ma racje muszę coś zrobić ze sobą.
Ostatnia rozmowa z jasnowłosą tydzień temu była mi potrzebna, czuję się o wiele lepiej, staram się nie myśleć o tym, co było kiedyś, tylko o tym co jest teraz. Nadia i Kim namówiły mnie na pójście na imprezę-zgodziłam się! Nie byłam strasznie długo na żadnej imprezie. Moja młodość zakończyła się w wieku osiemnastu lat. Nie żałuje, że urodziłam Zacka, no ale moje życie różni się bardzo od życia moich rówieśników. Dziś będzie taki dzień tylko dla mnie, abym poczuła się młodo!
Wszystkie razem przebrałyśmy się w sukienki, ja niestety nie miałam żadnej ze sobą, więc Kim mi pożyczyła. Dziwnie mi było odnaleźć się w tym wszystkim, ale i tak bardzo szybko rozkręciłam się. Pomogło mi w tym trochę alkoholu. Cieszyłam się tańcząc, pijąc, niby to nic takiego, a jednak! Potrzebowałam tego. Gdy razem z dziewczynami zmęczyłyśmy się tańcem usiedliśmy przy barze. Tam spotkałyśmy przystojnego chłopaka o brązowych oczach..mm seksowny.
-To mój brat Alex, a to Amanda!- powiedziała głośno jedna z dziewczyn, aby dobrze usłyszeć.
-Miło mi. - uśmiechnęłam się do nowo poznanego chłopaka, jak i po chwili on. Jest uroczy.
Większość czasu rozmawiałam z Alexem. Ten chłopak jest przezabawny! Czuję, jakby był moim rówieśnikiem, a był on ode mnie o dwa lata starszy. Rozmawialiśmy na wiele tematów, lecz jednak chyba trochę przesadziłam z alkoholem i odprowadził mnie do domu.
-Dzięki, że mnie odprowadziłeś. Wejdziesz do środka? -zaproponowałam.
-Jasne. Wiesz, co... wczoraj Kim powiedziała mi, że Ty i Justin zaręczyliście się, to prawda? Jestem w szoku, bo nigdy nie widziałem go z jedną dziewczyną przez dwa dni, jego znajomości z dziewczynami zwykle kończyły się po paru godzinach, w sensie przeleciał je i tyle... Przepraszam, nie powinienem tego mówić. Wybacz. - powiedział Alex wchodząc do środka... tym o Justinie to akurat mnie nie zdziwił.
-Tak to prawda. Może dopiero teraz dorósł do bycia z kimś. -uśmiechnęłam się, aby rozluźnić atmosferę.
- Przy takiej dziewczynie nie dziwię się. - Czy on ze mną flirtuje?
-Bez prze....- drzwi uchyliły się, a tam kto? Bieber!
No hej! Jest już nowy rozdział, a w nim trochę nowych postaci, więc zajrzyjcie do zakładki BOHATEROWIE :)
Teraz postaram się dodawać rozdziały tak co 2-3 tygodnie jeżeli czas mi na to pozwoli.
Dziękuje dla osób, które komentują♥ Niech każdy kto czyta KOMENTUJE! :*
Jak was się podoba rozdział?
Pytania zadawajcie tu:
ASK
E-MAIL- claudiakaty24@gmail.com
WSZYSCY KOMENTUJĄ!
niedziela, 9 listopada 2014
Rozdział 7 "Victoria"
Wspomnienia napisane kursywą
Zaniemówiłam. Ona kłamie, zaśmiałam się w myślach. To nie może być prawda.
-Kłamiesz.
-Nie wierzysz mi? Możemy zrobić badania DNA, jeżeli tylko chcesz. Nie byłam i nie jestem Twoją matką. Zadzwoń do swojego tatusia i się upewnij, niech on Ci to wszystko wyjaśni, a ja jestem już wolna, nie muszę z nikim z was dobrze żyć, dopiero teraz zacznie się moje życie, które Ty mi zniszczyłaś! - pokazała palcem w moją stronę.- Mogłabym być kimś, ale nie! Musiałam się Tobą zajmować! Takim wkurwiającym bachorem!- krzyknęła i odeszła jakby nic się nie stało, wsiadła do samochodu i odjechała.
Muszę to wyjaśnić, tylko nie mam, jak zajechać do swojego ojca, bo mieszka za daleko... no cóż, zadzwonię do niego i wyjaśni mi to.
Siedziałam już sporo czasu na kanapie i nic nie robiłam tylko patrzyłam się w monitor laptopa, na którym już był wyświetlony skype. Nie wiedziałam, czy zadzwonić, ale jedno wiedziałam... Mianowicie chciałam wyjaśnić wszystko. W tej chwili nawet nie wiedziałam skąd pochodzę, moje wszystkie świetne wspomnienia z dzieciństwa wydają się być WIELKIM kłamstwem.
Pamiętam jakby to było wczoraj...
Cieszę się, że jesteśmy u Babci, tak dawno tu nie byliśmy.
Tatuś nie mógł przyjechać z nami, ale na szczęście
jestem tu z mamusią. Postanowiliśmy wyjść na
podwórko, było bardzo cieplutko. Poprosiłam mamusię,
aby pobawiła się ze mną w ganianego-zgodziła się.
Uciekałam, a mama mnie goniła, śmiałyśmy się calutki czas.
- Nie dogonisz mnie mamusiu!- krzyknęłam uśmiechając się.
- Oo Ty dziubasku! Jesteś pewna? - powiedziała ślicznym głosikiem.
Biegłam, jak najszybciej dałam radę, aż przewróciłam się.
Mamusia podbiegła od razu zmartwiona.
- Nic Ci skarbie nie jest? Coś Cie boli?- zapytała.
- Rączka mnie lekko boli- skrzywiłam się, na co ona pocałowała mnie w nią
i powiedziała:
- A teraz boli?- zaśmiała się, pokiwałam główką na tak, a ona jeszcze Parę
razy pocałowała mnie w rączkę.
Odważyłam się na ten krok. Kliknęłam w odpowiedni przycisk i połączyłam się. Pierwszy sygnał-nic. Drugi sygnał-nadal nic. Trzeci sygnał-to samo. Czwarty-odebrał! Boże, co ja mam mu powiedzieć!? Dobra...spokój.
- Cześć córcia.- powiedział z pełnym uśmiechem na twarzy.
- Hej tato. - uśmiechnęłam się sztucznie.
- Co się stało, że dzwonisz? Dawno nie rozmawialiśmy.- powiedział niezbyt zadowolony.
- Oj tato... Po prostu nie miałam kiedy zadzwonić.- powiedziałam spokojnie.
- No nic się nie stało, ale teraz mam nadzieje, że to się zmieni. - powiedział radośnie.
- Jasne... Mam sprawę. Była u mnie matka... - od razu jego wyraz twarzy zmienił się.
-Powiedziała Ci...-powiedział do siebie kręcąc głową z dezaprobatą.
-Mógłbyś mi to wytłumaczyć!? O, co chodzi? Czemu mówi, że nie jest moją matką!?-puściły mi emocje. Rozpłakałam się.
-Amando...to nie rozmowa na skypa. Pogadamy, jak przyjedziesz.- powiedział opanowany.
-Nie. Wytłumacz mi to teraz. Chce, żebyś mi to wytłumaczył. -powiedziałam pewnie.
-Niech będzie, ale i tak musimy się spotkać i porozmawiać na spokojnie. - nie odpuszczał. - Słuchaj... Twoja matką biologiczną nie jest osoba, którą uważałaś. Kiedyś, gdy byłem jeszcze młody, poznałem Twoją biologiczną rodzicielkę- Victorie. Byliśmy młodzi, chodziliśmy razem na studia, gdy już po dwóch latach się jej oświadczyłem to po pewnym czasie zaszła w ciąże, lecz była ona zagrożona. Miała wybór: ratować Twoje życie, lub swoje. Zdecydowała, że nie ważne, co się wydarzy chce Cię urodzić. Było wiele komplikacji podczas porodu. Twoja mama nie poddawała się, lecz jej organizm nie wytrzymał i zmarła. Twoje życie nawet po porodzie było zagrożone, ale jakimś cudem udało im się Cię uratować. Gdy tylko dowiedziałem się, że Victoria umarła, aby uratować Ci życie byłem cholernie zły, nie chciałem Cię brać na ręce, ani nic. Miałem wiele rozmów z psychologiem, a Aria- kobieta, o której myślałaś, że jest Twoją matką, była moją najlepszą przyjaciółką. Pomogła mi przetrwać to wszystko, a co najważniejsze pokochać Cię, a nie obwiniać. Udało się wszystko, dawałem sobie radę z wychowaniem, choć nie było to, aż takie proste. Aria była zawsze przy mnie, pomagała mi przy Tobie, aż zakochałem się. Nie chciałem tego, źle się z tym czułem, ale uczucie było silniejsze. Zdecydowałem się, że spróbuje zacząć życie od nowa. Obiecywała, że pomoże mi w wychowaniu Ciebie Amando oraz, że będzie dla Ciebie, jak MATKA, dawała przykład, kochała, pocieszała, dawała mnóstwo miłości. Miałem Ci powiedzieć prawdę, ale dorastałaś tak szybko, a potem nie miałem odwagi. Po parunastu latach okazało się, że Aria nie może mieć własnych dzieci, od tamtej pory wszystko zaczęło się chrzanić, jej podejście do Ciebie było okropne, potem to ustąpiło, myślałem, że to się zmieniło, że pogodziła się z tym i zaakceptowała, przeliczyłem się... Resztę już znasz. Przepraszam Cię córeczko, że nic Ci wcześniej nie powiedziałem. Po prostu nie miałem odwagi. Wybacz.- o boże.. to jest, jak z jakiegoś kiepskiego filmu. Jeszcze do tego tatę poniosły emocje- rozpłakał się, nigdy nie widziałam, gdy płakał.
Jestem roztrzęsiona, jak ojciec mógł zataić przede mną fakt iż Aria nie jest moją biologiczną matką, przecież mógł mi powiedzieć, muszę pojechać do mego rodzinnego miasta, a ojciec musi mnie zaprowadzić na grób Victorii- mojej mamy. Spróbuje mu to wybaczyć, bo wiem,że chciał, abym była szczęśliwa, żebym przez całe życie nie pragnęła miłości matczynej, tylko ją miała. Aria-wybaczę tej kobiecie, próbowała mnie pokochać, opiekowała się mną, mam wiele świetnych wspomnień z nią, nie zapomnę jej tego jak mnie w ostatnim czasie potraktowała, ale wybaczam, może i nie jest ona moja matką, ale i tak w jakimś stopniu kocham ja i będę tęskniła. Mam nadzieję, że ułoży sobie życie i będzie w końcu szczęśliwa.
***
Opowiedziałam wszystko Justinowi, był w wielkim szoku. Starał się mnie przekonać, abym jutro poleciała do Nowego York, ale to za wcześnie. Pojadę, gdy będę na to gotowa. Dziś Bieber jednak przekonał mnie do jednego, a mianowicie: usunę to dziecko... Nie jestem tego pewna nawet teraz, ale muszę to zrobić. Jutro jedziemy i usuniemy to dziecko. Każdy może mnie oceniać, że jestem morderczynią, nie mam serca, myślę tylko o sobie, nie powinnam mieć dzieci, ale to jest tylko wasze zdanie, ja wiem, że nie dałabym radę go wychować.
*Dwa dni później*
Nienawidzę siebie! Jak ja mogłam to zrobić!? Usunęłam to dziecko, choć mogło przecież normalnie żyć, ale nie! Bieber przekonał mnie! Tylko, że on nie czuje się tak okropnie, jak ja. Nie ma wyrzutów sumienia. Jestem najgorszym człowiekiem na świecie! Moja mama była wspaniałą osobą. Poświęciła swoje życie MNIE, a ja!? Gdy tylko była okazja usunęłam te jeszcze nie narodzone dziecko. One niczemu nie zawinęło, tylko JA.
- Hej mała, jak się czujesz? - zapytał brunet wchodząc do sypialni.
- A jak ja mam się czuć!? Zabiłam to dziecko! Nie wybaczę sobie tego! Po co mnie przekonywałeś do tego!? Czemu!?- krzyknęłam waląc w niego pięściami i zarazem płacząc.
- Ej, ej. Ciiii, uspokój się. - przytulił mnie i próbował mnie uspokoić.
JESTEM MORDERCZYNIĄ...
Co myślicie o rozdziale? Mam nadzieję, ze się podoba.
Jak widzicie zmieniłam szablon, miałam to dawno zrobić,
ale nie miałam czasu, ale wczoraj poświęciłam na to czas i jest :)
Cieszę się, że ktoś tu jeszcze zagląda :) Rozdział następny tak za 3 tygodnie.
Z lewej strony macie ankietę, proszę żebyście kliknęli tam :)
Od TERAZ rozdziały będą dłuższe, choć nie zawsze mi się to udaję, ale będę
starała się. Ten jakoś tak krótko wyszedł. :)
ASK
Zaniemówiłam. Ona kłamie, zaśmiałam się w myślach. To nie może być prawda.
-Kłamiesz.
-Nie wierzysz mi? Możemy zrobić badania DNA, jeżeli tylko chcesz. Nie byłam i nie jestem Twoją matką. Zadzwoń do swojego tatusia i się upewnij, niech on Ci to wszystko wyjaśni, a ja jestem już wolna, nie muszę z nikim z was dobrze żyć, dopiero teraz zacznie się moje życie, które Ty mi zniszczyłaś! - pokazała palcem w moją stronę.- Mogłabym być kimś, ale nie! Musiałam się Tobą zajmować! Takim wkurwiającym bachorem!- krzyknęła i odeszła jakby nic się nie stało, wsiadła do samochodu i odjechała.
Muszę to wyjaśnić, tylko nie mam, jak zajechać do swojego ojca, bo mieszka za daleko... no cóż, zadzwonię do niego i wyjaśni mi to.
Siedziałam już sporo czasu na kanapie i nic nie robiłam tylko patrzyłam się w monitor laptopa, na którym już był wyświetlony skype. Nie wiedziałam, czy zadzwonić, ale jedno wiedziałam... Mianowicie chciałam wyjaśnić wszystko. W tej chwili nawet nie wiedziałam skąd pochodzę, moje wszystkie świetne wspomnienia z dzieciństwa wydają się być WIELKIM kłamstwem.
Pamiętam jakby to było wczoraj...
Cieszę się, że jesteśmy u Babci, tak dawno tu nie byliśmy.
Tatuś nie mógł przyjechać z nami, ale na szczęście
jestem tu z mamusią. Postanowiliśmy wyjść na
podwórko, było bardzo cieplutko. Poprosiłam mamusię,
aby pobawiła się ze mną w ganianego-zgodziła się.
Uciekałam, a mama mnie goniła, śmiałyśmy się calutki czas.
- Nie dogonisz mnie mamusiu!- krzyknęłam uśmiechając się.
- Oo Ty dziubasku! Jesteś pewna? - powiedziała ślicznym głosikiem.
Biegłam, jak najszybciej dałam radę, aż przewróciłam się.
Mamusia podbiegła od razu zmartwiona.
- Nic Ci skarbie nie jest? Coś Cie boli?- zapytała.
- Rączka mnie lekko boli- skrzywiłam się, na co ona pocałowała mnie w nią
i powiedziała:
- A teraz boli?- zaśmiała się, pokiwałam główką na tak, a ona jeszcze Parę
razy pocałowała mnie w rączkę.
Odważyłam się na ten krok. Kliknęłam w odpowiedni przycisk i połączyłam się. Pierwszy sygnał-nic. Drugi sygnał-nadal nic. Trzeci sygnał-to samo. Czwarty-odebrał! Boże, co ja mam mu powiedzieć!? Dobra...spokój.
- Cześć córcia.- powiedział z pełnym uśmiechem na twarzy.
- Hej tato. - uśmiechnęłam się sztucznie.
- Co się stało, że dzwonisz? Dawno nie rozmawialiśmy.- powiedział niezbyt zadowolony.
- Oj tato... Po prostu nie miałam kiedy zadzwonić.- powiedziałam spokojnie.
- No nic się nie stało, ale teraz mam nadzieje, że to się zmieni. - powiedział radośnie.
- Jasne... Mam sprawę. Była u mnie matka... - od razu jego wyraz twarzy zmienił się.
-Powiedziała Ci...-powiedział do siebie kręcąc głową z dezaprobatą.
-Mógłbyś mi to wytłumaczyć!? O, co chodzi? Czemu mówi, że nie jest moją matką!?-puściły mi emocje. Rozpłakałam się.
-Amando...to nie rozmowa na skypa. Pogadamy, jak przyjedziesz.- powiedział opanowany.
-Nie. Wytłumacz mi to teraz. Chce, żebyś mi to wytłumaczył. -powiedziałam pewnie.
-Niech będzie, ale i tak musimy się spotkać i porozmawiać na spokojnie. - nie odpuszczał. - Słuchaj... Twoja matką biologiczną nie jest osoba, którą uważałaś. Kiedyś, gdy byłem jeszcze młody, poznałem Twoją biologiczną rodzicielkę- Victorie. Byliśmy młodzi, chodziliśmy razem na studia, gdy już po dwóch latach się jej oświadczyłem to po pewnym czasie zaszła w ciąże, lecz była ona zagrożona. Miała wybór: ratować Twoje życie, lub swoje. Zdecydowała, że nie ważne, co się wydarzy chce Cię urodzić. Było wiele komplikacji podczas porodu. Twoja mama nie poddawała się, lecz jej organizm nie wytrzymał i zmarła. Twoje życie nawet po porodzie było zagrożone, ale jakimś cudem udało im się Cię uratować. Gdy tylko dowiedziałem się, że Victoria umarła, aby uratować Ci życie byłem cholernie zły, nie chciałem Cię brać na ręce, ani nic. Miałem wiele rozmów z psychologiem, a Aria- kobieta, o której myślałaś, że jest Twoją matką, była moją najlepszą przyjaciółką. Pomogła mi przetrwać to wszystko, a co najważniejsze pokochać Cię, a nie obwiniać. Udało się wszystko, dawałem sobie radę z wychowaniem, choć nie było to, aż takie proste. Aria była zawsze przy mnie, pomagała mi przy Tobie, aż zakochałem się. Nie chciałem tego, źle się z tym czułem, ale uczucie było silniejsze. Zdecydowałem się, że spróbuje zacząć życie od nowa. Obiecywała, że pomoże mi w wychowaniu Ciebie Amando oraz, że będzie dla Ciebie, jak MATKA, dawała przykład, kochała, pocieszała, dawała mnóstwo miłości. Miałem Ci powiedzieć prawdę, ale dorastałaś tak szybko, a potem nie miałem odwagi. Po parunastu latach okazało się, że Aria nie może mieć własnych dzieci, od tamtej pory wszystko zaczęło się chrzanić, jej podejście do Ciebie było okropne, potem to ustąpiło, myślałem, że to się zmieniło, że pogodziła się z tym i zaakceptowała, przeliczyłem się... Resztę już znasz. Przepraszam Cię córeczko, że nic Ci wcześniej nie powiedziałem. Po prostu nie miałem odwagi. Wybacz.- o boże.. to jest, jak z jakiegoś kiepskiego filmu. Jeszcze do tego tatę poniosły emocje- rozpłakał się, nigdy nie widziałam, gdy płakał.
Jestem roztrzęsiona, jak ojciec mógł zataić przede mną fakt iż Aria nie jest moją biologiczną matką, przecież mógł mi powiedzieć, muszę pojechać do mego rodzinnego miasta, a ojciec musi mnie zaprowadzić na grób Victorii- mojej mamy. Spróbuje mu to wybaczyć, bo wiem,że chciał, abym była szczęśliwa, żebym przez całe życie nie pragnęła miłości matczynej, tylko ją miała. Aria-wybaczę tej kobiecie, próbowała mnie pokochać, opiekowała się mną, mam wiele świetnych wspomnień z nią, nie zapomnę jej tego jak mnie w ostatnim czasie potraktowała, ale wybaczam, może i nie jest ona moja matką, ale i tak w jakimś stopniu kocham ja i będę tęskniła. Mam nadzieję, że ułoży sobie życie i będzie w końcu szczęśliwa.
***
Opowiedziałam wszystko Justinowi, był w wielkim szoku. Starał się mnie przekonać, abym jutro poleciała do Nowego York, ale to za wcześnie. Pojadę, gdy będę na to gotowa. Dziś Bieber jednak przekonał mnie do jednego, a mianowicie: usunę to dziecko... Nie jestem tego pewna nawet teraz, ale muszę to zrobić. Jutro jedziemy i usuniemy to dziecko. Każdy może mnie oceniać, że jestem morderczynią, nie mam serca, myślę tylko o sobie, nie powinnam mieć dzieci, ale to jest tylko wasze zdanie, ja wiem, że nie dałabym radę go wychować.
*Dwa dni później*
Nienawidzę siebie! Jak ja mogłam to zrobić!? Usunęłam to dziecko, choć mogło przecież normalnie żyć, ale nie! Bieber przekonał mnie! Tylko, że on nie czuje się tak okropnie, jak ja. Nie ma wyrzutów sumienia. Jestem najgorszym człowiekiem na świecie! Moja mama była wspaniałą osobą. Poświęciła swoje życie MNIE, a ja!? Gdy tylko była okazja usunęłam te jeszcze nie narodzone dziecko. One niczemu nie zawinęło, tylko JA.
- Hej mała, jak się czujesz? - zapytał brunet wchodząc do sypialni.
- A jak ja mam się czuć!? Zabiłam to dziecko! Nie wybaczę sobie tego! Po co mnie przekonywałeś do tego!? Czemu!?- krzyknęłam waląc w niego pięściami i zarazem płacząc.
- Ej, ej. Ciiii, uspokój się. - przytulił mnie i próbował mnie uspokoić.
JESTEM MORDERCZYNIĄ...
Co myślicie o rozdziale? Mam nadzieję, ze się podoba.
Jak widzicie zmieniłam szablon, miałam to dawno zrobić,
ale nie miałam czasu, ale wczoraj poświęciłam na to czas i jest :)
Cieszę się, że ktoś tu jeszcze zagląda :) Rozdział następny tak za 3 tygodnie.
Z lewej strony macie ankietę, proszę żebyście kliknęli tam :)
Od TERAZ rozdziały będą dłuższe, choć nie zawsze mi się to udaję, ale będę
starała się. Ten jakoś tak krótko wyszedł. :)
ASK
Czytasz=KOMENTUJESZ
poniedziałek, 6 października 2014
Rozdział 6 "Ymm to chyba pomyłka"
Z Johnem nie mam kontaktu od wielu tygodni. Nie odzywał się, nie odbierał telefonu. Nawet w pracy wziął urlop, nie mam pojęcia, co się z nim dzieje i szczerze mówiąc cholernie się martwię. Nie mogę się dłużej tym przejmować, mam większe zmartwienia, pobyt synka w szpitalu się przedłużył, ale na szczęście już mogę go zabrać do domu, tylko muszę uregulować zapłatę za długotrwałe leczenie. Chodziłam do banku i jeszcze nie wpłynęła cała wypłata tylko połowa. Mocno się wkurzyłam i poszłam do Justina do domu, aby mi to wyjaśnił.
- Co Ty sobie wyobrażasz?! Ile razy mam Ci powtarzać, że potrzebuje tych pieniędzy?! -wykrzyczałam mu prosto w twarz, a on zaśmiał się i wolnym krokiem do mnie podszedł.
-Kochanie...mówiłem Ci, że będziesz tego żałowała, ze mną się tak nie pogrywa - uśmiechną się do mnie triumfalnie.
- Nie rozumiesz, że jedyną ważną dla mnie rzeczą jest syn?! Wszystko zrobię, żeby mu pomóc, ale nie chce udawać nikogo ważnego dla Ciebie!- wybuchłam płaczem, a on kolejny raz się zaśmiał.
- Twój płacz na mnie nie działa złotko... uznaj, że mam dobre serduszko i jeżeli tylko chcesz mogę znów przywrócić moją propozycje, a jak się zgodzisz to wpłynie zaraz reszta wypłaty, no i plus jeżeli zgodzisz się to przerywasz prace u mnie, nie będziesz musiała robić tego, co zwykle, lecz Twoją pracą będzie udawanie, szczęśliwej, zakochanej kobiety, a jeżeli ktoś zapyta kto jest ojcem dziecka to powiemy, że ja. No i od razu wspominam dostaniesz dużo, dużo więcej pieniędzy. To jak? - zapytał patrząc mi w oczy.
- No nie wiem, a ile czasu te udawanie będzie trwało? - zapytałam cicho.
- Myślałem, że miesiąc, ale myślę, że potrwa to o wiele dłużej, nie jestem Ci w stanie powiedzieć, jak długo, ale co miesiąc będziesz dostawała 10 tysięcy, od razu odpowiadając na Twoje nie zadane pytanie: Dlatego zapłacę tyle, bo mi na tym zależy. No to jak? - zapytał kolejny raz, lecz już pod denerwowany.
- Okej, ale chciałabym z Tobą omówić to wszystko, opowiedz, jak to ma wyglądać- powiedziałam lekko się uśmiechając.
- No to zacznijmy od tego, że potem spiszemy umowę, tak dla ostrożności, że mnie nie wykiwasz.
Tak, więc:
Nie możesz w okresie tego związku z nikim się wiązać, sypiać. Inni muszą uważać, że jesteś moją narzeczoną, od razu ustalmy, że zaręczyny miały miejsce w świetnej restauracji, wokół grała nastrojowa muzyka, no i takie tak pierdoły. Wiesz, o co chodzi.
W czasie związku zamieszkasz u mnie, nie pracujesz w klubie, tak jak mówiłem.
Na różne imprezy, spotkania, jeżeli Ciebie poproszę musisz w nich uczestniczyć, na przykład na spotkanie z moją matką. Na razie to wszystko, co przychodzi mi do głowy, jeżeli chcesz o coś zapytać, to to zrób - powiedział bez jakichkolwiek uczuć, nie rozumiem tego człowieka, ma różne humory.
- Nie chce za bardzo tego wszystkiego, no ale jak muszę to muszę, zgadzam się, daj mi tą umowę podpisać- powiedziałam przyśpieszając tą całą rozmowę. Wzięłam papiery i je dokładnie przejrzałam, po czym złożyłam swój podpis na papierze.
Ten tydzień bardzo szybko minął, nawet nie wiem, kiedy to się stało. Te ostatnie siedem dni spędziłam w swoim domu wraz z Zackiem, jestem szczęśliwa będąc z nim. Dziś niestety jest ten dzień, w którym muszę się przeprowadzić do Justina, nie jestem nadal, co do tego przekonana, lecz muszę to zrobić, nic nie jest w życiu takie, jakie się chce.
Od jakiegoś czasu bardzo źle się czuje, jak sądzę jest to zwykła grypa, ale i tak muszę iść do lekarza, aby mi coś przepisał, bo nie chce zarazić synka, bo dopiero, co był chory. No cóż, jutro zajdę do lekarza. Bieber przekonał mnie, abym wszystkie ważne rzeczy zawiozła do niego, zgodziłam się i spakowałam wszystkie takie rzeczy do pudeł, teraz tylko czekam na szatyna, żeby pomógł mi to zabrać, bo sama sobie nie poradzę, gdyż mam jeszcze małe dziecko, którym ktoś musi się zająć, zrezygnowałam z tamtej niani, co opiekowała się mym synem, wiec teraz będę spędzać z nim, jak najwięcej czas, bo takie dzieci szybko rosną, a ja chcę jeszcze nacieszyć się takim malutkim brzdącem, nie chcę, aby dorosło, stało się odpowiedzialne za siebie, wkroczyło w świat problemów, chciałabym tego mu oszczędzić, choć wiem, że to nieuniknione.
Moje rozmyślenia przerwał Justin, który przywitał się ze mną cały czas uśmiechając się.
- Cześć, jak tam się czujesz, lepiej -zapytał brązowooki
- Ym..nie za bardzo, jutro idę do lekarza - odpowiedziałam próbując uśmiechnąć do niego szczerze, lecz jakoś to mi nie wychodziło.
Już wszystko zrobiłam, co miałam zrobić, każde pudło rozpakowane. Bieber niestety kazał mi, żebym spała w jego sypialni, nie byłam zadowolona, lecz to było mało ważne. Chłopak urządził przez ten krótki czas pokoik dla dziecka, który jest piękny. Jest tak, jak chciałabym, żeby było w moim życiu, czyli dom, szczęśliwa rodzina, dziecko, kochająca się para, lecz niestety to wszystko jest fałszywe. Musiałam to w końcu zaakceptować, bo ile można się nad sobą użalać, spróbuje, aby było, jak najlepiej, musi się udać, nawet jeżeli coś mi się nie spodoba, to będę starać się udawać, że jest okej.
Teraz po tym ciężkim dniu czas na odpoczynek, podeszłam do szafy i ją rozsunęłam, lewa jej strona była Justina, a prawa moja. Wyjęłam z niej krótkie czarne spodenki i niebieską bokserkę i ruszyłam do łazienki w celu przebrania się i zmycia makijażu, gdy już to zrobiłam zajrzałam do pokoju synka, gdy upewniłam się, że śpi wróciłam do sypialni i położyłam się w wielkim łóżku. Niestety po chwili wszedł chłopak, zgasił światło i wsunął się pod kordłe. Odsunęłam się do brzegu łóżka, żeby być, jak najdalej od szatyna.
- Nie rozśmieszaj mnie mała, podsuń się do mnie, przecież nie ugryzę. Musisz się przyzwyczajać - zaśmiał się, widocznie rozbawiony tą sytuacją.
- Nie byłabym tego taka pewna, że nic mi nie zrobisz -zachichotałam i podsunęłam się kawałeczek bliżej niego.
- Bliżej
- No bliżej- przyciągnął mnie tak blisko siebie, że dotykałam jego ciała.
-Doskonale, no i zapamiętaj to na najbliższy czas złotko - irytuje mnie on... ygh.
Następny dzień
Od rana czułam się jeszcze gorzej, więc Justin zawiózł mnie do lekarza, jestem tu już godzinę, w końcu wyniki były gotowe i weszłam do gabinetu lekarza i usiadłam wygodnie na krześle.
-I jak wyniki -zapytałam uśmiechając się delikatnie.
-Są bardzo dobre. Chciałbym pani pogratulować, jest pani w trzecim tygodniu ciąży. Na pewno jest pani szczęśliwa, jak i również pański partner. Teraz będzie pani miała mdłości, ogólnie złe samopoczucie, lecz to normalne na początku ciąży - że, co on powiedział, chyba...
-Ymm to chyba pomyłka- zaśmiałam się nerwowo.
- Nie. Wszystko jest prawidłowe-powiedział mężczyzna.
Dalej w ciężkim szoku wyszłam z gabinetu wolnym krokiem szłam na parking, gdzie czekał Justin. Jak to możliwe, ja...ja nie mogę... co ja zrobię, przecież nie chce tego dziecka, wiem, że zostało ono poczęte w pracy, to wielka, ale to wielka pomyłka. Zaniosłam się wielkim płaczem i podbiegłam do Biebera, gdy go zobaczyłam.
- Co się dzieje? Czemu płaczesz? Ej mała spójrz na mnie -powiedział, jak nigdy zatroskany.
- Ja..ja...- nie mogłam tego wydusić z siebie.
- No powiedz wreszcie- powiedział zdenerwowany.
- Jestem w ciąży - wybuchłam jeszcze większym płaczem.
- Oo kurwa...jak to możliwe? -powiedział brunet.
- Nie wiesz jak do jasnej cholery robi się dzieci!- krzyknęłam. No jeszcze on mnie denerwuje...
- Dobra...spokój. Damy rady, usuniemy ciąże i po sprawie - on chyba sobie, żartuje, usunąć ciąże...choć to może nie jest wcale najgorszy pomysł, nie chce tego dziecka... choć nie dam rady tego zrobić, będę czuła się z tym okropnie.
Bez jakiegokolwiek sprzeciwu wsiadłam do samochodu i odjechaliśmy z parkingu. W czasie drogi się nie odzywaliśmy, dopiero, gdy dojeżdżaliśmy na miejsce chłopak się odezwał.
-Musze jechać do klubu, a Ty się niczym nie przejmuj tylko kładź się spać i odpoczywaj, wrócę wieczorem -powiedział, a ja tylko pokiwałam głową i wysiadłam, dalej nie mogłam tej informacji przyjąć do siebie.
Otworzyłam drzwi i weszłam do domu, w którym od wczoraj mieszkam i przypomniało mi się, że muszę jechać do mojej sąsiadki, która mieszka naprzeciwko mojego własnego domu, bo zgodziła się popilnować dziś synka. Wyszłam szybko z domu, wycierając jeszcze oczy, aby nikt nie zauważył, że płakałam i wyjechałam samochodem z piskiem opon. Moja sąsiadka, pani Lucy zgodziła się popilnować synka do dwunastej, a było już dwadzieścia po pierwszej. Założę się, że się zdenerwuje, ponieważ nigdy nie lubiła, gdy ktoś się spóźniał.
Na szczęście nie było, aż tak tragicznie, przeprosiłam kobietę i mi wybaczyła. Zawsze miałam z nią dobre kontakty, może dlatego. Wychodząc z mieszkania kobiety zerknęłam na swój dom. Kolejny raz tego dnia zaskoczyło mnie coś, a mianowicie moja matka stała koło drzwi i pukała. Szybko trzymając syna w nosidełku przeszłam na drugą stronę ulicy i podeszłam do matki.
-Czego tu szukasz? -zapytałam bez jakichkolwiek uczuć.
- Chciałam porozmawiać, przemyślałam sobie wszystko i doszłam do wniosku, że jeżeli Twój szef myśli, że mnie powstrzyma do zbliżania się do Ciebie, albo Twego syna to się grubo myli. Wiesz już od lat, że zawsze lubię wygrywać kłótnie, a Ty mnie nie interesujesz już, właściwie Twój ojciec też nie. Rozmawiałam z nim wczoraj i doszłam do wniosku wyjawienia Ci rodzinnej tajemnicy, Twój ojciec oczywiście nie zgadzał się na to, lecz mnie to nie obchodzi.
-Wynoś się stąd, nie chce nic słyszeć od Ciebie- podniosłam lekko głos zdenerwowana.
-Oj...założę się, że chciałabyś to wiedzieć, wiec słuchaj uważnie -powiedziała uśmiechając się.
-Nie jestem Twoją biologiczną matką!- krzyknęła
Od razu przepraszam za tą długą przerwę, mam nadzieję, że ktoś to jeszcze będzie czytał. Zobaczę, czy czytelnicy są dalej ze mną i będą dalej czytać moje rozdziały.
Moim jedynym wytłumaczeniem są sprawy prywatne plus masa nauki. Rozdział możliwe, że jest lekko chaotyczny, lecz mi się akurat podoba, mam nadzieję, że wam też. Chciałabym WAS
prosić o pozostawieniu komentarzy, bo chce wiedzieć ilu jest teraz czytelników. Co do waszych blogów to pisałam już na asku, ze z czasem je nadrobię i skomentuje, musicie tylko dać mi trochę czasu, bo czytam mase blogów i ciężko mi wszystkie w takim krótkim czasie nadrobić.
Napiszcie, jak wam podoba się rozdział :) ♥
Cóż...kolejny rozdział nie mam pojęcia kiedy się pojawi, oczywiście będę pisać po kawałku rozdział, a gdy go skończę dodam, teraz będzie czas na drugiego bloga, wiec to trochę
przedłuży, ale nie martwcie się, na pewno będzie następny rozdziął.
Co myślicie o tym rozdziale, zainteresował was? Czekam na wasze komentarze, a teraz zmykam uczyć się, trzymajcie się. Kontakt ze mną macie na asku, wiec pytajcie o co chcecie.
Rozdział jest długi w porównaniem z resztą, wiec to jest taka rekompensata za czekanie, aż tak długo na rozdział ♥♥♥
ROZDZIAŁ nie był sprawdzany, wiec przepraszam za jakiekolwiek błędy.
CZYTASZ=KOMENTUJ
ASK----> http://ask.fm/nosweetxd
- Co Ty sobie wyobrażasz?! Ile razy mam Ci powtarzać, że potrzebuje tych pieniędzy?! -wykrzyczałam mu prosto w twarz, a on zaśmiał się i wolnym krokiem do mnie podszedł.
-Kochanie...mówiłem Ci, że będziesz tego żałowała, ze mną się tak nie pogrywa - uśmiechną się do mnie triumfalnie.
- Nie rozumiesz, że jedyną ważną dla mnie rzeczą jest syn?! Wszystko zrobię, żeby mu pomóc, ale nie chce udawać nikogo ważnego dla Ciebie!- wybuchłam płaczem, a on kolejny raz się zaśmiał.
- Twój płacz na mnie nie działa złotko... uznaj, że mam dobre serduszko i jeżeli tylko chcesz mogę znów przywrócić moją propozycje, a jak się zgodzisz to wpłynie zaraz reszta wypłaty, no i plus jeżeli zgodzisz się to przerywasz prace u mnie, nie będziesz musiała robić tego, co zwykle, lecz Twoją pracą będzie udawanie, szczęśliwej, zakochanej kobiety, a jeżeli ktoś zapyta kto jest ojcem dziecka to powiemy, że ja. No i od razu wspominam dostaniesz dużo, dużo więcej pieniędzy. To jak? - zapytał patrząc mi w oczy.
- No nie wiem, a ile czasu te udawanie będzie trwało? - zapytałam cicho.
- Myślałem, że miesiąc, ale myślę, że potrwa to o wiele dłużej, nie jestem Ci w stanie powiedzieć, jak długo, ale co miesiąc będziesz dostawała 10 tysięcy, od razu odpowiadając na Twoje nie zadane pytanie: Dlatego zapłacę tyle, bo mi na tym zależy. No to jak? - zapytał kolejny raz, lecz już pod denerwowany.
- Okej, ale chciałabym z Tobą omówić to wszystko, opowiedz, jak to ma wyglądać- powiedziałam lekko się uśmiechając.
- No to zacznijmy od tego, że potem spiszemy umowę, tak dla ostrożności, że mnie nie wykiwasz.
Tak, więc:
Nie możesz w okresie tego związku z nikim się wiązać, sypiać. Inni muszą uważać, że jesteś moją narzeczoną, od razu ustalmy, że zaręczyny miały miejsce w świetnej restauracji, wokół grała nastrojowa muzyka, no i takie tak pierdoły. Wiesz, o co chodzi.
W czasie związku zamieszkasz u mnie, nie pracujesz w klubie, tak jak mówiłem.
Na różne imprezy, spotkania, jeżeli Ciebie poproszę musisz w nich uczestniczyć, na przykład na spotkanie z moją matką. Na razie to wszystko, co przychodzi mi do głowy, jeżeli chcesz o coś zapytać, to to zrób - powiedział bez jakichkolwiek uczuć, nie rozumiem tego człowieka, ma różne humory.
- Nie chce za bardzo tego wszystkiego, no ale jak muszę to muszę, zgadzam się, daj mi tą umowę podpisać- powiedziałam przyśpieszając tą całą rozmowę. Wzięłam papiery i je dokładnie przejrzałam, po czym złożyłam swój podpis na papierze.
Ten tydzień bardzo szybko minął, nawet nie wiem, kiedy to się stało. Te ostatnie siedem dni spędziłam w swoim domu wraz z Zackiem, jestem szczęśliwa będąc z nim. Dziś niestety jest ten dzień, w którym muszę się przeprowadzić do Justina, nie jestem nadal, co do tego przekonana, lecz muszę to zrobić, nic nie jest w życiu takie, jakie się chce.
Od jakiegoś czasu bardzo źle się czuje, jak sądzę jest to zwykła grypa, ale i tak muszę iść do lekarza, aby mi coś przepisał, bo nie chce zarazić synka, bo dopiero, co był chory. No cóż, jutro zajdę do lekarza. Bieber przekonał mnie, abym wszystkie ważne rzeczy zawiozła do niego, zgodziłam się i spakowałam wszystkie takie rzeczy do pudeł, teraz tylko czekam na szatyna, żeby pomógł mi to zabrać, bo sama sobie nie poradzę, gdyż mam jeszcze małe dziecko, którym ktoś musi się zająć, zrezygnowałam z tamtej niani, co opiekowała się mym synem, wiec teraz będę spędzać z nim, jak najwięcej czas, bo takie dzieci szybko rosną, a ja chcę jeszcze nacieszyć się takim malutkim brzdącem, nie chcę, aby dorosło, stało się odpowiedzialne za siebie, wkroczyło w świat problemów, chciałabym tego mu oszczędzić, choć wiem, że to nieuniknione.
Moje rozmyślenia przerwał Justin, który przywitał się ze mną cały czas uśmiechając się.
- Cześć, jak tam się czujesz, lepiej -zapytał brązowooki
- Ym..nie za bardzo, jutro idę do lekarza - odpowiedziałam próbując uśmiechnąć do niego szczerze, lecz jakoś to mi nie wychodziło.
Już wszystko zrobiłam, co miałam zrobić, każde pudło rozpakowane. Bieber niestety kazał mi, żebym spała w jego sypialni, nie byłam zadowolona, lecz to było mało ważne. Chłopak urządził przez ten krótki czas pokoik dla dziecka, który jest piękny. Jest tak, jak chciałabym, żeby było w moim życiu, czyli dom, szczęśliwa rodzina, dziecko, kochająca się para, lecz niestety to wszystko jest fałszywe. Musiałam to w końcu zaakceptować, bo ile można się nad sobą użalać, spróbuje, aby było, jak najlepiej, musi się udać, nawet jeżeli coś mi się nie spodoba, to będę starać się udawać, że jest okej.
Teraz po tym ciężkim dniu czas na odpoczynek, podeszłam do szafy i ją rozsunęłam, lewa jej strona była Justina, a prawa moja. Wyjęłam z niej krótkie czarne spodenki i niebieską bokserkę i ruszyłam do łazienki w celu przebrania się i zmycia makijażu, gdy już to zrobiłam zajrzałam do pokoju synka, gdy upewniłam się, że śpi wróciłam do sypialni i położyłam się w wielkim łóżku. Niestety po chwili wszedł chłopak, zgasił światło i wsunął się pod kordłe. Odsunęłam się do brzegu łóżka, żeby być, jak najdalej od szatyna.
- Nie rozśmieszaj mnie mała, podsuń się do mnie, przecież nie ugryzę. Musisz się przyzwyczajać - zaśmiał się, widocznie rozbawiony tą sytuacją.
- Nie byłabym tego taka pewna, że nic mi nie zrobisz -zachichotałam i podsunęłam się kawałeczek bliżej niego.
- Bliżej
- No bliżej- przyciągnął mnie tak blisko siebie, że dotykałam jego ciała.
-Doskonale, no i zapamiętaj to na najbliższy czas złotko - irytuje mnie on... ygh.
Następny dzień
Od rana czułam się jeszcze gorzej, więc Justin zawiózł mnie do lekarza, jestem tu już godzinę, w końcu wyniki były gotowe i weszłam do gabinetu lekarza i usiadłam wygodnie na krześle.
-I jak wyniki -zapytałam uśmiechając się delikatnie.
-Są bardzo dobre. Chciałbym pani pogratulować, jest pani w trzecim tygodniu ciąży. Na pewno jest pani szczęśliwa, jak i również pański partner. Teraz będzie pani miała mdłości, ogólnie złe samopoczucie, lecz to normalne na początku ciąży - że, co on powiedział, chyba...
-Ymm to chyba pomyłka- zaśmiałam się nerwowo.
- Nie. Wszystko jest prawidłowe-powiedział mężczyzna.
Dalej w ciężkim szoku wyszłam z gabinetu wolnym krokiem szłam na parking, gdzie czekał Justin. Jak to możliwe, ja...ja nie mogę... co ja zrobię, przecież nie chce tego dziecka, wiem, że zostało ono poczęte w pracy, to wielka, ale to wielka pomyłka. Zaniosłam się wielkim płaczem i podbiegłam do Biebera, gdy go zobaczyłam.
- Co się dzieje? Czemu płaczesz? Ej mała spójrz na mnie -powiedział, jak nigdy zatroskany.
- Ja..ja...- nie mogłam tego wydusić z siebie.
- No powiedz wreszcie- powiedział zdenerwowany.
- Jestem w ciąży - wybuchłam jeszcze większym płaczem.
- Oo kurwa...jak to możliwe? -powiedział brunet.
- Nie wiesz jak do jasnej cholery robi się dzieci!- krzyknęłam. No jeszcze on mnie denerwuje...
- Dobra...spokój. Damy rady, usuniemy ciąże i po sprawie - on chyba sobie, żartuje, usunąć ciąże...choć to może nie jest wcale najgorszy pomysł, nie chce tego dziecka... choć nie dam rady tego zrobić, będę czuła się z tym okropnie.
Bez jakiegokolwiek sprzeciwu wsiadłam do samochodu i odjechaliśmy z parkingu. W czasie drogi się nie odzywaliśmy, dopiero, gdy dojeżdżaliśmy na miejsce chłopak się odezwał.
-Musze jechać do klubu, a Ty się niczym nie przejmuj tylko kładź się spać i odpoczywaj, wrócę wieczorem -powiedział, a ja tylko pokiwałam głową i wysiadłam, dalej nie mogłam tej informacji przyjąć do siebie.
Otworzyłam drzwi i weszłam do domu, w którym od wczoraj mieszkam i przypomniało mi się, że muszę jechać do mojej sąsiadki, która mieszka naprzeciwko mojego własnego domu, bo zgodziła się popilnować dziś synka. Wyszłam szybko z domu, wycierając jeszcze oczy, aby nikt nie zauważył, że płakałam i wyjechałam samochodem z piskiem opon. Moja sąsiadka, pani Lucy zgodziła się popilnować synka do dwunastej, a było już dwadzieścia po pierwszej. Założę się, że się zdenerwuje, ponieważ nigdy nie lubiła, gdy ktoś się spóźniał.
Na szczęście nie było, aż tak tragicznie, przeprosiłam kobietę i mi wybaczyła. Zawsze miałam z nią dobre kontakty, może dlatego. Wychodząc z mieszkania kobiety zerknęłam na swój dom. Kolejny raz tego dnia zaskoczyło mnie coś, a mianowicie moja matka stała koło drzwi i pukała. Szybko trzymając syna w nosidełku przeszłam na drugą stronę ulicy i podeszłam do matki.
-Czego tu szukasz? -zapytałam bez jakichkolwiek uczuć.
- Chciałam porozmawiać, przemyślałam sobie wszystko i doszłam do wniosku, że jeżeli Twój szef myśli, że mnie powstrzyma do zbliżania się do Ciebie, albo Twego syna to się grubo myli. Wiesz już od lat, że zawsze lubię wygrywać kłótnie, a Ty mnie nie interesujesz już, właściwie Twój ojciec też nie. Rozmawiałam z nim wczoraj i doszłam do wniosku wyjawienia Ci rodzinnej tajemnicy, Twój ojciec oczywiście nie zgadzał się na to, lecz mnie to nie obchodzi.
-Wynoś się stąd, nie chce nic słyszeć od Ciebie- podniosłam lekko głos zdenerwowana.
-Oj...założę się, że chciałabyś to wiedzieć, wiec słuchaj uważnie -powiedziała uśmiechając się.
-Nie jestem Twoją biologiczną matką!- krzyknęła
Od razu przepraszam za tą długą przerwę, mam nadzieję, że ktoś to jeszcze będzie czytał. Zobaczę, czy czytelnicy są dalej ze mną i będą dalej czytać moje rozdziały.
Moim jedynym wytłumaczeniem są sprawy prywatne plus masa nauki. Rozdział możliwe, że jest lekko chaotyczny, lecz mi się akurat podoba, mam nadzieję, że wam też. Chciałabym WAS
prosić o pozostawieniu komentarzy, bo chce wiedzieć ilu jest teraz czytelników. Co do waszych blogów to pisałam już na asku, ze z czasem je nadrobię i skomentuje, musicie tylko dać mi trochę czasu, bo czytam mase blogów i ciężko mi wszystkie w takim krótkim czasie nadrobić.
Napiszcie, jak wam podoba się rozdział :) ♥
Cóż...kolejny rozdział nie mam pojęcia kiedy się pojawi, oczywiście będę pisać po kawałku rozdział, a gdy go skończę dodam, teraz będzie czas na drugiego bloga, wiec to trochę
przedłuży, ale nie martwcie się, na pewno będzie następny rozdziął.
Co myślicie o tym rozdziale, zainteresował was? Czekam na wasze komentarze, a teraz zmykam uczyć się, trzymajcie się. Kontakt ze mną macie na asku, wiec pytajcie o co chcecie.
Rozdział jest długi w porównaniem z resztą, wiec to jest taka rekompensata za czekanie, aż tak długo na rozdział ♥♥♥
ROZDZIAŁ nie był sprawdzany, wiec przepraszam za jakiekolwiek błędy.
CZYTASZ=KOMENTUJ
ASK----> http://ask.fm/nosweetxd
piątek, 8 sierpnia 2014
Rozdział 5 "Nigdy w życiu..."
+18
- Ale na czym to będzie polegać? - zapytałam nie pewnie.
- Nooo... będziesz udawać moją narzeczoną- wybuch śmiechem po raz kolejny. Chyba coś z nim nie tak i sobie żartuje.
- A tak naprawdę?- Zaśmiałam się udając, że to był dobry żart.
- Serio Ci mówię! Nie udawaj kurwa głupiej! - zdenerwował się.
- Nie zgadzam się! - krzyknęłam.
- Mnie to nie interesuje! Będziesz udawać przez parę miesięcy moją narzeczoną! Umawialiśmy się tak, więc masz dotrzymać umowy! - wstał i wkurzony zaczął się rzucać.
- Nigdy w życiu...- powiedziałam już spokojniej.
- Jeżeli kurwa nie, to zobaczymy! Jeszcze będziesz sama przychodziła do mnie i prosiła, żebyś udawała! - znów się zaśmiał, choć dalej krzyczał. Wkurza mnie już ten facet, kurde nie będę nigdy udawać osoby, której on się podoba i jest w nim zakochana. Wybiegłam z gabinetu i skierowałam się do "garderoby".
Weszłam tylko do pomieszczenie i usłyszałam dźwięk dzwoniącego telefonu
(...)
- Boże, ale wszystko w porządku? -Zapytałam zdenerwowana.
- Nie chcą mi nic powiedzieć - powiedziała smutno kobieta i rozłączyłam się.
Dowiedziałam się, że mój synek trafił do szpitala, lekarze nic nie chcą je powiedzieć, bo nie jest rodziną, a zwykłą opiekunką. Na szczęście zawiozła Zacka do prywatnego szpitala, będzie miał najlepszą opiekę, choć trzeba dużo pieniędzy zapłacić, akurat tym się nie martwię, bo za parę dni dostanę wypłatę.
Od razu wyszłam z budynku i odjechałam z piskiem opon, aby jak najszybciej znaleźć się u boku najważniejszej osoby w moim życiu.
Właśnie wyszłam od lekarza prowadzącego i dowiedziałam się, że mały dostał zapalenia płuc. Mocno się wystraszyłam, mam nadzieję, że będzie wszystko dobrze.
***
Szef na szczęście się nie zorientował i wróciłam szybko do pracy, teraz miałam tylko klienta do obsłużenia, że tak to ujmę. Na oko miał 30 lat, był bardzo przystojny. Kocham brunetów, a ten na dodatek miał taki seksowny parodniowy zarost.. mm mało kiedy są klienci tak cholernie seksowni.
To, że się z tymi facetami codziennie pieprze nie znaczy, że mam zawszę z tego przyjemność. Oczywiście czasami i kobieta ma chcice, ale i tak dla mnie to, co innego niż sex z miłości. Też próbuję wyciągać z tego przyjemność. Szkoda, że bardzo często przychodzą tu starsi faceci, a właśnie rzadko tacy młodsi. Dobrze, że szef przynajmniej nie odsyła do mnie byle jakich klientów, a takich dobrze postawionych finansowo. Typy facetów przewijających się przeze mnie jest bardzo dużo, jedni sa w miarę delikatni,a jeszcze inny brutalni w jakiś sposób. Nigdy nie jest idealnie...
Od razu po wejściu do pokoju położyłam się kusząco na wielkim łóżku. Mężczyzna naparł na mnie swoim ciałem. Złożył kilka pocałunków, a jego ręce cały czas wędrowały po moim ciele.
Zdjął górę mojej "garderoby", czym był akurat tylko stanik. Najpierw pieścił moją prawą pierś i ssał ją, potem zajął się drugą piersią, lecz bardziej odważniej. Zjechał niżej mego ciała, cały czas je obcałowując do samego materiału, który zakrywał cipkę. Zsunął zębami moje czarne stringi i ręką jeździł po strefie intymnej, a ja jak na razie pojękiwałam, aby zmotywować go do dalszego działania. Oboje ciężko dyszeliśmy, a jego penis stwardniał i stanął. Swoim członkiem przejechał, koło łechtaczki i zaraz mocno pchną go we mnie, na co krzyknęłam z bólu. Ten koleś był strasznie okrutny, nie sądziłam, że zrobi to tak mocno. Musiałam udawać, że mi się to podoba, to on musi z tego czerpać korzyści i być zadowolonym.
- Oo taak! Moocniej! - krzyknęłam ciężko dysząc.
A on tak, jak powiedziałam przyśpieszył, a ja krzyczałam i pojękiwałam czując, że zaraz dojdę. Jeszcze kilka razy pchnął chyba, jak najbardziej potrafił i doszliśmy. Już po chwili opadł bezwładnie na moje ciało. Zaraz wstał i popatrzył na mnie z niezadowoloną miną.
- Jesteś chujowa, twoja cipka się do tego nie nadaje, ale cóż nie było najgorzej, mam nadzieję, że jak tu będę następnym razem to spiszesz się lepiej, bo naprawdę jesteś piękną dziewczyną, jeżelibyś była dobra w te sprawy to bym mógł cię pieprzyć cały dzień.. to być może do zobaczenia suczko - wysłał mi buziaka w powietrzu.
Siedziałam już u siebie w mieszkaniu rozmyślając o wszystkim, co się u mnie ostatnio dzieję. Myślałam, że moje życie z chrzaniło się jak urodziłam Zacka, ale się myliłam, bo to jak na razie to najlepsze, co mnie spotkało. Nie wiem ile jeszcze zniosę tych problemów, ale mam nadzieję, że nie będzie ich już tak dużo. Moje rozmyślenia, jak zwykle ktoś musiał przerwać, ktoś dzwonił do drzwi, więc podeszłam do nich i je otworzyłam. Zdziwiłam się wizytą Johna o tej porze.
-Hej- powiedziałam uśmiechając się przyjaźnie.
- Cześć mała- również się uśmiechnął.
- Co Ty tu robisz, o tak późnej porze?- Zapytałam ciekawa.
- Chciałbym porozmawiać - powiedział nie patrząc mi w oczy, miałam wrażenie jakby to robił tak, aby na mnie nie spojrzeć.
- Okej, to poczekaj przyniosę jakieś czerwone wino - poszłam szybko po butelkę pełną wyśmienitej cieczy.
John zwierzał mi się, że podoba mu się jedna dziewczyna, ale jakoś nigdy od początku ich znajomości nie miał odwagi powiedzieć jej, co czuje, choć na co dzień jest, jak najbardziej odważny.
Nie wiedziałam, co mu za bardzo doradzić, więc powiedziałam mu, aby przy następnej okazji wyznał tej szczęściarze, co czuje, bo najważniejsza jest szczerość. Szkoda tylko, że nie chciał mi zdradzić kto jest tą dziewczyną, myślę, że ta Isabell, oboje na siebie często zerkali i rozmawiali. Mam nadzieję, że jeżeli mam racje to im się ułoży.
Nagle John był coraz bliżej mojej twarzy, dopiero po chwili zorientowałam się, że przyjaciel chce mnie pocałować. Chłopak musnął moje wargi i pogłębił pocałunek, byłam na tyle oszołomiona, że oddałam pocałunek i całowaliśmy się namiętnie, aż w końcu się zaczęłam normalnie myśleć i go lekko odepchnęłam. On zdziwiony moją reakcją wyszedł, a raczej wybiegł z mieszkania.
Za mną jest już pierwsza scena +18 na tym blogu, nie wiem, czy wyszła dobrze, ale mam nadzieję, że wam się spodoba. Nie napisałam dłuższego rozdziału, bo nie chciałam już mieszać, a w następnym rozdziale planuje dwie ciekawe nowe akcje. Myślę, ze was to zaciekawi. Dwie, ponieważ to już chyba będzie ostatni rozdział w wakacje, a potem nie wiem, jak będzie. Na razie czekajcie na nexta. Bardzo dziękuje za te komentarze pod poprzednim rozdziale i liczę również, że zostawicie komentarz też pod tym rozdziale, zależy mi na tym. Chcę wiedzieć dla jakiej liczby czytelników piszę rozdziały. Chciałabym was poprosić, aby jedna osoba nie pisała paru komentarzy z anonima :*
Kocham was baaardzo ♥ Abyście byli ze mną do końca ♥
ASK
- Ale na czym to będzie polegać? - zapytałam nie pewnie.
- Nooo... będziesz udawać moją narzeczoną- wybuch śmiechem po raz kolejny. Chyba coś z nim nie tak i sobie żartuje.
- A tak naprawdę?- Zaśmiałam się udając, że to był dobry żart.
- Serio Ci mówię! Nie udawaj kurwa głupiej! - zdenerwował się.
- Nie zgadzam się! - krzyknęłam.
- Mnie to nie interesuje! Będziesz udawać przez parę miesięcy moją narzeczoną! Umawialiśmy się tak, więc masz dotrzymać umowy! - wstał i wkurzony zaczął się rzucać.
- Nigdy w życiu...- powiedziałam już spokojniej.
- Jeżeli kurwa nie, to zobaczymy! Jeszcze będziesz sama przychodziła do mnie i prosiła, żebyś udawała! - znów się zaśmiał, choć dalej krzyczał. Wkurza mnie już ten facet, kurde nie będę nigdy udawać osoby, której on się podoba i jest w nim zakochana. Wybiegłam z gabinetu i skierowałam się do "garderoby".
Weszłam tylko do pomieszczenie i usłyszałam dźwięk dzwoniącego telefonu
(...)
- Boże, ale wszystko w porządku? -Zapytałam zdenerwowana.
- Nie chcą mi nic powiedzieć - powiedziała smutno kobieta i rozłączyłam się.
Dowiedziałam się, że mój synek trafił do szpitala, lekarze nic nie chcą je powiedzieć, bo nie jest rodziną, a zwykłą opiekunką. Na szczęście zawiozła Zacka do prywatnego szpitala, będzie miał najlepszą opiekę, choć trzeba dużo pieniędzy zapłacić, akurat tym się nie martwię, bo za parę dni dostanę wypłatę.
Od razu wyszłam z budynku i odjechałam z piskiem opon, aby jak najszybciej znaleźć się u boku najważniejszej osoby w moim życiu.
Właśnie wyszłam od lekarza prowadzącego i dowiedziałam się, że mały dostał zapalenia płuc. Mocno się wystraszyłam, mam nadzieję, że będzie wszystko dobrze.
***
Szef na szczęście się nie zorientował i wróciłam szybko do pracy, teraz miałam tylko klienta do obsłużenia, że tak to ujmę. Na oko miał 30 lat, był bardzo przystojny. Kocham brunetów, a ten na dodatek miał taki seksowny parodniowy zarost.. mm mało kiedy są klienci tak cholernie seksowni.
To, że się z tymi facetami codziennie pieprze nie znaczy, że mam zawszę z tego przyjemność. Oczywiście czasami i kobieta ma chcice, ale i tak dla mnie to, co innego niż sex z miłości. Też próbuję wyciągać z tego przyjemność. Szkoda, że bardzo często przychodzą tu starsi faceci, a właśnie rzadko tacy młodsi. Dobrze, że szef przynajmniej nie odsyła do mnie byle jakich klientów, a takich dobrze postawionych finansowo. Typy facetów przewijających się przeze mnie jest bardzo dużo, jedni sa w miarę delikatni,a jeszcze inny brutalni w jakiś sposób. Nigdy nie jest idealnie...
Od razu po wejściu do pokoju położyłam się kusząco na wielkim łóżku. Mężczyzna naparł na mnie swoim ciałem. Złożył kilka pocałunków, a jego ręce cały czas wędrowały po moim ciele.
Zdjął górę mojej "garderoby", czym był akurat tylko stanik. Najpierw pieścił moją prawą pierś i ssał ją, potem zajął się drugą piersią, lecz bardziej odważniej. Zjechał niżej mego ciała, cały czas je obcałowując do samego materiału, który zakrywał cipkę. Zsunął zębami moje czarne stringi i ręką jeździł po strefie intymnej, a ja jak na razie pojękiwałam, aby zmotywować go do dalszego działania. Oboje ciężko dyszeliśmy, a jego penis stwardniał i stanął. Swoim członkiem przejechał, koło łechtaczki i zaraz mocno pchną go we mnie, na co krzyknęłam z bólu. Ten koleś był strasznie okrutny, nie sądziłam, że zrobi to tak mocno. Musiałam udawać, że mi się to podoba, to on musi z tego czerpać korzyści i być zadowolonym.
- Oo taak! Moocniej! - krzyknęłam ciężko dysząc.
A on tak, jak powiedziałam przyśpieszył, a ja krzyczałam i pojękiwałam czując, że zaraz dojdę. Jeszcze kilka razy pchnął chyba, jak najbardziej potrafił i doszliśmy. Już po chwili opadł bezwładnie na moje ciało. Zaraz wstał i popatrzył na mnie z niezadowoloną miną.
- Jesteś chujowa, twoja cipka się do tego nie nadaje, ale cóż nie było najgorzej, mam nadzieję, że jak tu będę następnym razem to spiszesz się lepiej, bo naprawdę jesteś piękną dziewczyną, jeżelibyś była dobra w te sprawy to bym mógł cię pieprzyć cały dzień.. to być może do zobaczenia suczko - wysłał mi buziaka w powietrzu.
Siedziałam już u siebie w mieszkaniu rozmyślając o wszystkim, co się u mnie ostatnio dzieję. Myślałam, że moje życie z chrzaniło się jak urodziłam Zacka, ale się myliłam, bo to jak na razie to najlepsze, co mnie spotkało. Nie wiem ile jeszcze zniosę tych problemów, ale mam nadzieję, że nie będzie ich już tak dużo. Moje rozmyślenia, jak zwykle ktoś musiał przerwać, ktoś dzwonił do drzwi, więc podeszłam do nich i je otworzyłam. Zdziwiłam się wizytą Johna o tej porze.
-Hej- powiedziałam uśmiechając się przyjaźnie.
- Cześć mała- również się uśmiechnął.
- Co Ty tu robisz, o tak późnej porze?- Zapytałam ciekawa.
- Chciałbym porozmawiać - powiedział nie patrząc mi w oczy, miałam wrażenie jakby to robił tak, aby na mnie nie spojrzeć.
- Okej, to poczekaj przyniosę jakieś czerwone wino - poszłam szybko po butelkę pełną wyśmienitej cieczy.
John zwierzał mi się, że podoba mu się jedna dziewczyna, ale jakoś nigdy od początku ich znajomości nie miał odwagi powiedzieć jej, co czuje, choć na co dzień jest, jak najbardziej odważny.
Nie wiedziałam, co mu za bardzo doradzić, więc powiedziałam mu, aby przy następnej okazji wyznał tej szczęściarze, co czuje, bo najważniejsza jest szczerość. Szkoda tylko, że nie chciał mi zdradzić kto jest tą dziewczyną, myślę, że ta Isabell, oboje na siebie często zerkali i rozmawiali. Mam nadzieję, że jeżeli mam racje to im się ułoży.
Nagle John był coraz bliżej mojej twarzy, dopiero po chwili zorientowałam się, że przyjaciel chce mnie pocałować. Chłopak musnął moje wargi i pogłębił pocałunek, byłam na tyle oszołomiona, że oddałam pocałunek i całowaliśmy się namiętnie, aż w końcu się zaczęłam normalnie myśleć i go lekko odepchnęłam. On zdziwiony moją reakcją wyszedł, a raczej wybiegł z mieszkania.
Za mną jest już pierwsza scena +18 na tym blogu, nie wiem, czy wyszła dobrze, ale mam nadzieję, że wam się spodoba. Nie napisałam dłuższego rozdziału, bo nie chciałam już mieszać, a w następnym rozdziale planuje dwie ciekawe nowe akcje. Myślę, ze was to zaciekawi. Dwie, ponieważ to już chyba będzie ostatni rozdział w wakacje, a potem nie wiem, jak będzie. Na razie czekajcie na nexta. Bardzo dziękuje za te komentarze pod poprzednim rozdziale i liczę również, że zostawicie komentarz też pod tym rozdziale, zależy mi na tym. Chcę wiedzieć dla jakiej liczby czytelników piszę rozdziały. Chciałabym was poprosić, aby jedna osoba nie pisała paru komentarzy z anonima :*
Kocham was baaardzo ♥ Abyście byli ze mną do końca ♥
ASK
poniedziałek, 21 lipca 2014
Rozdział 4 " Ty chyba oszalałeś, nie pójdę Justina prosić o pomoc!"
Co ona mówi do cholery?! Niech nawet nie zamierza tego zrobić, bo na pewno nie pozwolę na to! Zack jest całym moim życiem, a jej to powinno mało interesować, gdzie pracuje! Małemu nie dzieję się nic złego. Właściwie przeważnie jestem bardzo spokojną osobą, która ma szacunek do innych, ale do tej kobiety nie mam już sił. Moja cierpliwość się już kończy..
Wykłócałam się z nią bardzo długo, ale na szczęście syn się nie obudził. Doszłam do wniosku, że jest bardzo chamska, grzebiąc mi w papierach, między innymi w dokumentach z banku, przychodziło mi pismo, że wpłynęła wypłata na moje konto, a jest tam napisane za co... no i podane jest "prostytucja". Tłumaczyłam jej, że szef jest dowcipny i zaznacza, że za to dostałam wypłatę, a ona mi nie wierzyła. Kurczę.. musiałam coś wymyślić, aby nie próbowała mi zabrać dziecka.
- Wynocha z mojego mieszkania! Nie jesteś tu mile widziana, a tym bardziej nie chcę, żebyś mieszała się w moje sprawy! - wykrzyczałam jej prosto w twarz.
- Chyba nie wiesz do kogo mówisz, a tym bardziej takim tonem! - gotowała się w niej złość.
- Hmm.. do osoby, której nawet nie mogę nazwać MATKĄ?! Gdybyś była normalną, kochającą rodzicielką, to byś mi pomogła z dzieckiem, albo wspomagałabyś mnie pieniężnie! Wiedziałaś bardzo dobrze, że ciężko mi było, ale co tam Cię obchodzi wraz z ojcem! - byłam już bardzo zdenerwowana, ta kobieta działa mi na nerwy. Nigdy nie miałam z nią dobrych kontaktów, ale teraz to wiadomo, że już nigdy nie będzie dobrze. Ojciec mnie zawsze wspierał, ale cóż teraz to i mu nie zależy.
- Jesteś zwykłą szmatą, nawet nie powinnaś się wypowiadać na jakikolwiek temat, nie jesteś warta niczego! Jeszcze przed wyjściem z tego domu powiem Ci tyle, osoba, która mi napisała wiadomość, że pracujesz jak dziwka jest bardzo uprzejmą osobą powiadamiając mnie o tym, co się tu dzieje.
Masz chyba sporo wrogów, jest mi wstyd, że urodziłam i wychowałam taką osobę! A i jeszcze jedno! Tak, czy siak zabiorę Ci te prawa do opieki nad dzieckiem, nie pozwolę, aby taka osoba, jak Ty wychowywała mojego wnuczka! Do zobaczenia w sądzie! - wykrzyczała i wyszła z domu.
Muszę coś wymyślić... Wzięłam telefon do dłoni i wystukałam szybko numer przyjaciela.
- Hej. Jednak matka czekała na mnie, wygoniłam ją z domu, ale nie wiem, co dalej, jak mogę ją przekonać, aby nie zabierała mi malca? - powiedziałam pod denerwowana.
- Cześć skarbie, może zajdź do szefa przed, albo po pracy i zapytaj, czy Ci pomoże. Ten gość umie każdego przekonać, więc moim zdaniem to najlepszy sposób, tylko szybko trzeba zacząć działać, bo Twoja matka jest do wszystkiego zdolna, a tym bardziej zabrać Ci jak najszybciej prawa do opieki - powiedział John.
- Ty chyba oszalałeś, nie pójdę Justina prosić o pomoc! - powiedziałam lekko podnosząc ton.
- Wiesz, co... przemyśl to najpierw, a potem podejmuj decyzje
- Dobra w takim razie tyle, do zobaczenia - cmoknęłam do telefonu
- pa - zaśmiał się i zrobił to samo.
Jednak ma racje... Dobra w takim razie muszę zajechać do mieszkania Biebera, raczej jest już w mieszkaniu. Na szczęście znam adres, bo kilkanaście razy tam byłam zawieść jakieś rzeczy, o co mnie prosił na początku, jak zaczynałam pracę u niego.
Zacka zostawiłam w domu, bo blisko miałam do miejsca, w które zamierzałam się udać. Nie będę tam u niego długo siedzieć.
Weszłam szybko do pokoju synka, aby sprawdzić, czy śpi, a potem nałożyłam buty i wyszłam z mieszkania zamykając je na klucz.
***
Stałam przed drzwiami szefa i nie wiedziałam, czy pukać, czy nie. Już miałam pukać, a drzwi się otworzyły. Justin otworzył drzwi, a Isabell wychodziła. Boże, co ona lata tak za nim... gdy mnie ujrzeli spojrzeli na mnie zaskoczeni. Dziewczyna od razu rzuciła krótkie CZEŚĆ i podbiegła do czerwonego auta.
Bieber dalej stał, ale w końcu się odezwał.
- A Ty tu, co robisz?! - krzyknął. Widać było, że nie był zadowolony z mojej wizyty.
- Chciałabym pogadać, bardzo ważna sprawa - powiedziałam odważnie.
- Dobra.. niech Ci będzie, ale masz pięć minut. Nie zamierzam marnować na taką osobę, jak Ty dużo czasu. W takim razie wejdź do środka, tylko od razu mówię, jeżeli chcesz pożyczyć pieniądze to mówię stanowcze NIE - zszokował mnie, jest milszy niż zwykle.. może po pracy jest lepszym człowiekiem, a w pracy udaję takiego twardego, stanowczego, niebezpiecznego?
Weszłam do środka i zobaczyłam, że robił remont całego mieszkania, jet tu teraz tak nowocześnie. Wszystko posprzątane na dodatek.
Usiedliśmy w salonie i zaczęliśmy rozmawiać, było nawet miło, jak na takie towarzystwo. Wytłumaczyłam mu moją sytuacje, na początku po informowałam, żeby mi nie przerywał i tak było. Boże.. ten człowiek mnie szokuje!
- To jak pomógłbyś mi? - zapytałam nie pewnie.
- Nie wiem. Nie mam w tym interesu...- powiedział bez jakichkolwiek uczuć.
- Mówiłam Ci, że zrobię to, co mam Tobie pomóc wykonać za jakiś czas. No i jeszcze jeżeli matka zabierze mi syna to rezygnuje z pracy, bo robię to wyłącznie dla Zacka, aby miał wszystko zapewnione, więc proszę - uśmiechnęłam się nie pewnie.
- Niech już Tobie będzie, zrobię to, ale po swojemu, a Ty się nie wtrącaj. Zobaczysz, że przekonam Twoją matkę- powiedział przecierając oczy.
- Dziękuje, nie byłam pewna, czy zgodzisz się mi pomóc, a jednak.. - ponownie się uśmiechnęłam.
- Jestem chamem i w ogóle, ale bez przesady, czasami też potrafię komuś pomóc - oo kurde pierwszy raz od dawna uśmiechną się do mnie! Jaki on ma cudny uśmiech! Nie! Stop! Jeszcze mi się spodoba!
- Jeszcze raz dzięki. Ja już będę lecieć, bo zostawiłam syna w domu - wstałam i Justin odprowadził mnie do drzwi.
* Dwa dni później *
Dochodziłam już do gabinetu Justina w clubie. Zapukałam i usłyszałam zwykłe "proszę", weszłam i usiadłam na fotelu na przeciwko szefa. Zaczęliśmy rozmawiać o pracy, a potem już o moich prywatnych sprawach, w których mi pomagał. Zapytałam go czy załatwił to, o co go prosiłam.
- Tak, wszystko załatwione. Dziś odwiedziłem Twoją matkę i jej parę rzeczy powiedziałam. Uwierzyła we wszystko, co jej uświadomiłem. - po jego minie widać było zadowolenie.
- Ale ja - zapytałam nie dowierzając.
- Wiesz... jestem taki świetny, a na dodatek taki uroczy w stosunku do kobiet... innej możliwości nie było - puścił mi oczko.
- Taa. Skromny bardzo również. A tak serio? -zapytałam poprawiając włosy.
- Wątpisz?! - powiedział już jak stary Justin.
- Tak serio to nie musisz wiedzieć. Załatwiłem i ciesz się, matka już Ci życia nie będzie uprzykrzać życia -powiedział już oschle. No to teraz wiem, że Bieber ma dwa charaktery. Jeden groźny, a drugi uroczy. Szkoda tylko, że nie jest taki uprzejmy i w ogóle, jak było przez ostatnie dwa dni. No cóż.. nic nie poradzę.
- A teraz ja mam sprawę do Ciebie Amando - nigdy tak nie mówił, ale okej.
- Za jakieś dwa tygodnie pomożesz mi w tej sytuacji, o której Ci mówiłem, że będzie ona niebawem - zaczął się śmiać.. okej.. nie wiem o co mu chodzi.
- Ale na czym to będzie polegać? - zapytałam nie pewnie.
- Nooo... będziesz udawać moją narzeczoną- wybuch śmiechem po raz kolejny. Chyba coś z nim nie tak i sobie żartuje.
Hej, jak widzicie dodanie tego rozdziału tym razem nie trwało trzy tygodnie :D
Mam już napisany w połowie rozdział piąty, więc jeżeli będzie tyle, co ostatnio komentarzy 16-17
to dodam nexta :D Tym razem to od was zależy kiedy będzie następny rozdział. :)
Nie jest to jakiś super rozdział, wiem, że nie wyszedł. Jest za dużo dialogów, następny będzie o wiele ciekawszy niż ten. Obiecuje :D
No i polecajcie tego bloga :*
Liczę na komentarze :) CZYTASZ=KOMENTUJ :)
ASK---------> KLIK
Dziękuje za tyle wyświetleń, komentarzy, obserwatorów :D Kooocham was <3
Wykłócałam się z nią bardzo długo, ale na szczęście syn się nie obudził. Doszłam do wniosku, że jest bardzo chamska, grzebiąc mi w papierach, między innymi w dokumentach z banku, przychodziło mi pismo, że wpłynęła wypłata na moje konto, a jest tam napisane za co... no i podane jest "prostytucja". Tłumaczyłam jej, że szef jest dowcipny i zaznacza, że za to dostałam wypłatę, a ona mi nie wierzyła. Kurczę.. musiałam coś wymyślić, aby nie próbowała mi zabrać dziecka.
- Wynocha z mojego mieszkania! Nie jesteś tu mile widziana, a tym bardziej nie chcę, żebyś mieszała się w moje sprawy! - wykrzyczałam jej prosto w twarz.
- Chyba nie wiesz do kogo mówisz, a tym bardziej takim tonem! - gotowała się w niej złość.
- Hmm.. do osoby, której nawet nie mogę nazwać MATKĄ?! Gdybyś była normalną, kochającą rodzicielką, to byś mi pomogła z dzieckiem, albo wspomagałabyś mnie pieniężnie! Wiedziałaś bardzo dobrze, że ciężko mi było, ale co tam Cię obchodzi wraz z ojcem! - byłam już bardzo zdenerwowana, ta kobieta działa mi na nerwy. Nigdy nie miałam z nią dobrych kontaktów, ale teraz to wiadomo, że już nigdy nie będzie dobrze. Ojciec mnie zawsze wspierał, ale cóż teraz to i mu nie zależy.
- Jesteś zwykłą szmatą, nawet nie powinnaś się wypowiadać na jakikolwiek temat, nie jesteś warta niczego! Jeszcze przed wyjściem z tego domu powiem Ci tyle, osoba, która mi napisała wiadomość, że pracujesz jak dziwka jest bardzo uprzejmą osobą powiadamiając mnie o tym, co się tu dzieje.
Masz chyba sporo wrogów, jest mi wstyd, że urodziłam i wychowałam taką osobę! A i jeszcze jedno! Tak, czy siak zabiorę Ci te prawa do opieki nad dzieckiem, nie pozwolę, aby taka osoba, jak Ty wychowywała mojego wnuczka! Do zobaczenia w sądzie! - wykrzyczała i wyszła z domu.
Muszę coś wymyślić... Wzięłam telefon do dłoni i wystukałam szybko numer przyjaciela.
- Hej. Jednak matka czekała na mnie, wygoniłam ją z domu, ale nie wiem, co dalej, jak mogę ją przekonać, aby nie zabierała mi malca? - powiedziałam pod denerwowana.
- Cześć skarbie, może zajdź do szefa przed, albo po pracy i zapytaj, czy Ci pomoże. Ten gość umie każdego przekonać, więc moim zdaniem to najlepszy sposób, tylko szybko trzeba zacząć działać, bo Twoja matka jest do wszystkiego zdolna, a tym bardziej zabrać Ci jak najszybciej prawa do opieki - powiedział John.
- Ty chyba oszalałeś, nie pójdę Justina prosić o pomoc! - powiedziałam lekko podnosząc ton.
- Wiesz, co... przemyśl to najpierw, a potem podejmuj decyzje
- Dobra w takim razie tyle, do zobaczenia - cmoknęłam do telefonu
- pa - zaśmiał się i zrobił to samo.
Jednak ma racje... Dobra w takim razie muszę zajechać do mieszkania Biebera, raczej jest już w mieszkaniu. Na szczęście znam adres, bo kilkanaście razy tam byłam zawieść jakieś rzeczy, o co mnie prosił na początku, jak zaczynałam pracę u niego.
Zacka zostawiłam w domu, bo blisko miałam do miejsca, w które zamierzałam się udać. Nie będę tam u niego długo siedzieć.
Weszłam szybko do pokoju synka, aby sprawdzić, czy śpi, a potem nałożyłam buty i wyszłam z mieszkania zamykając je na klucz.
***
Stałam przed drzwiami szefa i nie wiedziałam, czy pukać, czy nie. Już miałam pukać, a drzwi się otworzyły. Justin otworzył drzwi, a Isabell wychodziła. Boże, co ona lata tak za nim... gdy mnie ujrzeli spojrzeli na mnie zaskoczeni. Dziewczyna od razu rzuciła krótkie CZEŚĆ i podbiegła do czerwonego auta.
Bieber dalej stał, ale w końcu się odezwał.
- A Ty tu, co robisz?! - krzyknął. Widać było, że nie był zadowolony z mojej wizyty.
- Chciałabym pogadać, bardzo ważna sprawa - powiedziałam odważnie.
- Dobra.. niech Ci będzie, ale masz pięć minut. Nie zamierzam marnować na taką osobę, jak Ty dużo czasu. W takim razie wejdź do środka, tylko od razu mówię, jeżeli chcesz pożyczyć pieniądze to mówię stanowcze NIE - zszokował mnie, jest milszy niż zwykle.. może po pracy jest lepszym człowiekiem, a w pracy udaję takiego twardego, stanowczego, niebezpiecznego?
Weszłam do środka i zobaczyłam, że robił remont całego mieszkania, jet tu teraz tak nowocześnie. Wszystko posprzątane na dodatek.
Usiedliśmy w salonie i zaczęliśmy rozmawiać, było nawet miło, jak na takie towarzystwo. Wytłumaczyłam mu moją sytuacje, na początku po informowałam, żeby mi nie przerywał i tak było. Boże.. ten człowiek mnie szokuje!
- To jak pomógłbyś mi? - zapytałam nie pewnie.
- Nie wiem. Nie mam w tym interesu...- powiedział bez jakichkolwiek uczuć.
- Mówiłam Ci, że zrobię to, co mam Tobie pomóc wykonać za jakiś czas. No i jeszcze jeżeli matka zabierze mi syna to rezygnuje z pracy, bo robię to wyłącznie dla Zacka, aby miał wszystko zapewnione, więc proszę - uśmiechnęłam się nie pewnie.
- Niech już Tobie będzie, zrobię to, ale po swojemu, a Ty się nie wtrącaj. Zobaczysz, że przekonam Twoją matkę- powiedział przecierając oczy.
- Dziękuje, nie byłam pewna, czy zgodzisz się mi pomóc, a jednak.. - ponownie się uśmiechnęłam.
- Jestem chamem i w ogóle, ale bez przesady, czasami też potrafię komuś pomóc - oo kurde pierwszy raz od dawna uśmiechną się do mnie! Jaki on ma cudny uśmiech! Nie! Stop! Jeszcze mi się spodoba!
- Jeszcze raz dzięki. Ja już będę lecieć, bo zostawiłam syna w domu - wstałam i Justin odprowadził mnie do drzwi.
* Dwa dni później *
Dochodziłam już do gabinetu Justina w clubie. Zapukałam i usłyszałam zwykłe "proszę", weszłam i usiadłam na fotelu na przeciwko szefa. Zaczęliśmy rozmawiać o pracy, a potem już o moich prywatnych sprawach, w których mi pomagał. Zapytałam go czy załatwił to, o co go prosiłam.
- Tak, wszystko załatwione. Dziś odwiedziłem Twoją matkę i jej parę rzeczy powiedziałam. Uwierzyła we wszystko, co jej uświadomiłem. - po jego minie widać było zadowolenie.
- Ale ja - zapytałam nie dowierzając.
- Wiesz... jestem taki świetny, a na dodatek taki uroczy w stosunku do kobiet... innej możliwości nie było - puścił mi oczko.
- Taa. Skromny bardzo również. A tak serio? -zapytałam poprawiając włosy.
- Wątpisz?! - powiedział już jak stary Justin.
- Tak serio to nie musisz wiedzieć. Załatwiłem i ciesz się, matka już Ci życia nie będzie uprzykrzać życia -powiedział już oschle. No to teraz wiem, że Bieber ma dwa charaktery. Jeden groźny, a drugi uroczy. Szkoda tylko, że nie jest taki uprzejmy i w ogóle, jak było przez ostatnie dwa dni. No cóż.. nic nie poradzę.
- A teraz ja mam sprawę do Ciebie Amando - nigdy tak nie mówił, ale okej.
- Za jakieś dwa tygodnie pomożesz mi w tej sytuacji, o której Ci mówiłem, że będzie ona niebawem - zaczął się śmiać.. okej.. nie wiem o co mu chodzi.
- Ale na czym to będzie polegać? - zapytałam nie pewnie.
- Nooo... będziesz udawać moją narzeczoną- wybuch śmiechem po raz kolejny. Chyba coś z nim nie tak i sobie żartuje.
Hej, jak widzicie dodanie tego rozdziału tym razem nie trwało trzy tygodnie :D
Mam już napisany w połowie rozdział piąty, więc jeżeli będzie tyle, co ostatnio komentarzy 16-17
to dodam nexta :D Tym razem to od was zależy kiedy będzie następny rozdział. :)
Nie jest to jakiś super rozdział, wiem, że nie wyszedł. Jest za dużo dialogów, następny będzie o wiele ciekawszy niż ten. Obiecuje :D
No i polecajcie tego bloga :*
Liczę na komentarze :) CZYTASZ=KOMENTUJ :)
ASK---------> KLIK
Dziękuje za tyle wyświetleń, komentarzy, obserwatorów :D Kooocham was <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)











